2026.01.05-07 Las Vegas, NV (dzień 4-6)
Czy Las Vegas aktualnie doświadcza recesji? Niestety tak. Dużo czynników ma na to wpływ. Przez ostatnie dziesięciolecia to miasto non-stop dynamicznie się rozwijało. Przyciągało turystów, hazardzistów, gwiazdy sportu i rozrywki, biznesy z całego świata. Konferencje na kilkadziesiąt tysięcy ludzi są tutaj organizowane. Potężna ilość ludzi przeprowadzała się do Vegas żeby tu zamieszkać na stałe. Miasto praktycznie co dekadę podwajało swoją populację. W 1960 roku miało 64,000 mieszkańców, aktualnie metro Las Vegas ma 2.4 miliona mieszkańców.
Oprócz tego, dziesiątki milionów turystów rocznie odwiedza to jakże unikatowe miejsce na Ziemi. Przyjeżdżają tu w różnych celach. Niektórzy oczywiście spróbować szczęścia w ponad 180 kasynach jakie znajdują się tutaj. Część na własne oczy zobaczyć co się naprawdę tutaj dzieje. Inna grupa chce zjeść pyszną kolację znanego szefa kuchni, zabawić się w odlotowym klubie nocnym, posłuchać koncertu na żywo.
Vegas też stało się centrum sportów. Formuła F1 jest rozgrywana w listopadzie, pobudowali stadiony na wszelakiego rodzaju mecze. Mieli Super Bowl w 2024, w tym roku mają mieć mecze mistrzostw świata w piłkę nożną…
Nasuwa się pytanie. To dlaczego przy tak dynamicznym rozwoju miasta i takich potężnych pieniądzach Las Vegas przeżywa recesję?
Pewnie problemów jest kilka. Mimo, że w poprzednim roku LV odwiedziło 40 milionów ludzi to i tak jest to spadek do poprzednich lat.
Dzisiejsza młodzież szuka innej rozrywki niż tylko kasyna i zabawa.
Dużo ludzi gra w domu, na telefonie w różnego rodzaju hazard. Nie trzeba latać, wynajmować hotelu. Wszystko można robić w komforcie własnego domu.
Bardzo dużo Kanadyjczyków odwiedzało to miasto uciekając od kanadyjskiej zimy. Niestety aktualnie jest trend, że Kanadyjczycy nie lubią Stanów. Ciekawe dlaczego, nie?
Ogólnie żyjemy w czasach, że za bardzo nie wiadomo co będzie jutro. Ludzie wydają mniej pieniędzy na rozrywkę. Więcej oszczędzają. Dalej tutaj przyjeżdżają, ale na krócej i wydają mniej kasy.
Ceny w Las Vegas poszybowały do góry okropnie. W niektórych częściach gospodarki dwukrotnie za ostatnie 5 lat. Hotele, restauracje, parkingi, domy…. wszystko tutaj jest bardzo drogie.
Przestępczość bardzo wzrosła. W centrum miasta tego aż tak bardzo nie widać, ale jak się odejdzie dalej od atrakcji turystycznych to niestety tak. Przekonałem się o tym na własne oczy.
Vegas znajduje się w samym centrum wspaniałych parków i terenów południowo-zachodnich Stanów. Ludzie tu przylatują (tanie samoloty) wypożyczają samochód (też tanie) i jadą w parki. Nie zostawiając w mieście ani centa.
W ciągu najbliższych dni Vegas nie zobaczy żadnego spowolnienia. Przynajmniej centrum miasta. Przyleciało tutaj 140 tysięcy ludzi na konferencję CES plus wiele ludzi takich jak ja, towarzyszy podróży. Większość hoteli, restauracji, barów pękała w szwach od przepełnienia. Dużo nawet było zamykane na prywatne imprezy. Vegas się cieszy.
Jak, kiedy i po co to wszystko się tutaj zaczęło?
Dawno, dawno temu… no w sumie nie tak dawno bo w 1905 roku. Kolej torowa z Los Angeles w Kalifornii do Salt Lake City w stanie Utah potrzebowała jakiegoś przystanku, gdzieś pośrodku. I tak w środku niczego, w samym centrum pustyń powstała przystań.
W sumie to nie do końca powstała. Coś już tutaj wcześniej istniało, Mormońska osada, ranczo.
Nazwa Las Vegas oznacza po hiszpańsku „łąki”. Jeszcze przed Mormonami, hiszpański podróżnik i badacz znalazł tutaj wodę na pustyni i stworzył oazę.
Czy było tutaj coś jeszcze wcześniej? Pewnie tak. Na pewno jacyś Indianie na Mustangach przejeżdżali tędy wiele razy.
A kiedy z tych ranch powstało miasto? A no troszkę póżniej. W latach 1930-tych rząd Stanów Zjednoczonych wpadł na wspaniały pomysł że wybuduje największą tamę na świecie. Tak powstała Hoover Dam na rzece Colorado, która przepływa niedaleko. Tama była potrzebna do regulacji nieobliczanej górskiej rzeki, nawadniania lokalnych upraw i dawała energię 5 stanom. Przy budowie pracowało ponad 20 tysięcy ludzi, którzy potrzebowali gdzieś mieszkać, zjeść, zabawić się. W ten oto sposób miasto Las Vegas się szybko rozrastało. Jeszcze jak im zalegalizowali hazard to już nikt nie chciał stąd wyjeżdżać. Kasyna powstawały jak grzyby po deszczu.
Mieli tanią energię, więc jak na tamte czasy to Las Vegas był najbardziej oświetlonym miastem. Aktualnie dużo tych starych neonów można oglądać w muzeum neonów, które znajduje się na obrzeżach miasta.
Polecam je odwiedzić jak już jest ciemno. Można było pochodzić po tym złomowisku/cmentarzysku zużytych ale wciąż jeszcze działających neonów i wyobrażać sobie jak Vegas wyglądało kilkadziesiąt lat temu.
Byłem w Las Vegas 7-8 razy. Pierwszy raz był gdzieś pod koniec lat dziewięćdziesiątych to jeszcze przez mgłę pamietam część z tych neonów oświetlających The Strip.
Tym razem jest to zdecydowanie najdłuższy mój pobyt w tym mieście, 7 dni. Ale nie jest źle, mam plan na zwiedzanie. Pierwsze 3 dni był północny Vegas, a teraz kolejne 4 to będę centralnie w samym sercu tego królestwa hazardu. Z małymi wyskokami na obrzeża.
Rano z reguły pracowałem z hotelu, a potem wyruszałem w nieznane. Głównie byłem na The Strip, ale też starałem się zapuszczać w dalsze rejony z dala od turystów. W ciągu dnia było ok, ale w nocy to pewnie bym się bał tam chodzić. W tych małych motelikach to ja spałem jak bywałem tu 20 lat temu. Teraz to wszystko zabite dechami.
Hotele i kasyna w centrum były w miarę oblężone przez ludzi, natomiast dalej od głównej części miasta to świeciły pustkami.
Udało mi się nawet parę razy wejść w miejsca gdzie czas się zatrzymał. Nawet stare maszyny do gier z lat 80-tych można było znaleźć. I jeszcze działały.
Mimo, że ponoć recesja dotknęła to miasto to dalej widać, że są inwestycje i Vegas się rozbudowuje. Powstają nowe, wielkie hotele/kasyna. Hard Rock buduje olbrzymie kasyno/hotel w kształcie gitary. Ma być ukończone gdzieś w połowie 2027. 3,600 pokoi, olbrzymie kasyno, wiele basenów, restauracji, atrakcji…
Jak to mówią, najwięcej informacji dostaniesz od barmanów albo kierowców taksówek. Tutaj też jest podobnie. Kierowcy mówili mi, że niestety hotele/kasyna zwalniają ludzi. I co robią bezrobotni? Idą na kierowców Uber albo Lift. Przy zmniejszającej się ilości turystów zapotrzebowanie na taxi też jest mniejsze, a tu więcej samochodów się pojawia, co oczywiście zmniejsza częstotliwość kursów. Mało tego, firmy wprowadzają autonomiczne taxi, które są jeszcze dodatkowym gwoździem do trumny dla biednych taksówkarzy.
Super tak się chodziło po tej olbrzymiej metropolii. Jest styczeń, cieplutko, palmy dookoła, często nawet bluzy nie potrzebowałem. Jak się chodzenie znudziło, to Vegas ma setki barów w których można usiąść, się ochłodzić i zagadać z lokalnymi.
Ilonka często kończyła spotkania wieczorami. W tym czasie starałem się wracać w nasze rejony, żeby wspólnie gdzieś spędzić wieczór i wyjść na kolację.
Nie jest to łatwe zadanie bo dużo restauracji w czasie CES jest albo w całości wynajęta, albo ciężko bez rezerwacji się dostać. Jest na to sposób. Trzeba wejść do kasyna, pochodzić po nim trochę i gdzieś w głębi są fajne restauracje, niewidoczne z ulicy, które z reguły mają wolne miejsca.
Oczywiście siedzenie w restauracji przy barze jest obowiązkowe. Tam się wszystko dzieje, tam można się wiele dowiedzieć, pogadać z kimś i dostać znacznie lepszy serwis niż gdzieś przy stoliku gdzie rzadko ktoś zagląda.
A i ceny są lepsze, zwłaszcza jak jest wesoło. Często dolewają wina za darmo, coś tam dadzą do spróbowania, coś tam „zapomną” policzyć… i tak jakoś leci…
Cztery dni szybko przeleciały. Uważam, że udało mi się jak nigdy poznać Las Vegas. Myślę, że na ten wyjazd wystarczy zwiedzania tej zatłoczonej metropolii, trzeba wyruszyć na odludzia, do Kalifornii. Ilonka wypadła super na CES i „obawiam” się, że za rok też tu będzie musiała przybyć. Pewnie ja też przylecę sprawdzić jak idzie budowa największej gitary na świecie, czy Flamingi dalej pozują do zdjęć turystom i oczywiście odwiedzić parę fajnych barów na obrzeżach…