2026.02.14-17 Killington, VT
Nie zawsze jest czas i kasa żeby polecieć na narty gdzieś dalej, w jakieś super tereny. Czasami trzeba gdzieś lokalnie wyskoczyć. Tak do pięciu godzin samochodem, żeby kierowanie aż tak bardzo się nie znudziło.
Killington w stanie VT, idealnie wpasował się w nasze parametry i oczekiwania. Jest na naszym sezonowym bilecie, w miarę duży, dobre tereny jak na wschód Stanów i dostali dużo śniegu. Nie zostało nam nic innego jak znaleźć jakiś samochód i wyruszyć na północ.
Na szczęście już nie muszę jechać na lotniska czy Manhattan żeby wypożyczyć samochód. Wypożyczalnie powstają jak grzyby po deszczu. Nawet moja ulubiona wypożyczalnia Sixt się otworzyła w pobliżu na Long Island City. Posiadanie samochodu w NYC już zupełnie nie ma sensu, chyba, że naprawdę wyjeżdża się w każdy weekend. Taniej jest wypożyczać nowy samochód niż utrzymywać swój.
15 minut na nogach i już dotarłem do wypożyczalni na Long Island City. Ale ta dzielnica się zmieniła. Kiedyś były tu jakieś magazyny i fabryki, a teraz kilkudziesięcio piętrowe apartamentowce. Dzielnica ta została na maksa opanowana przez azjatyckich mieszkańców.
Chciałem jeszcze dzisiaj trochę na nartach pojeździć, więc bez żadnego przystanku w 4:15 zajechaliśmy na nasz ulubiony parking Bear Mountain w Killington.
Nie było nas tu parę lat, więc byliśmy spragnieni informacji co i jak się tutaj zmieniło. Ja prosto z samochodu poszedłem na wyciąg, a Ilonka prosto do baru sprawdzić czy nasze barmanki jeszcze tu pracują.
Miałem tylko dzisiaj parę godzin na narty, więc nie zapuszczałem się w głębiej w resort. Rejony Bear Mountain i szczyt Killington w zupełności mi wystarczyły na zapoznanie się z warunkami.
Na pierwszym krzesełku udało mi się jechać ze ski patrol to od razu zdał mi relację co tu się wydarzyło przez ostatnie pięć lat.
Przebudowali parę wyciągów na szybsze i większe. Dwa nowe schroniska w końcu ukończyli. Zrobili parę narciarskich tuneli w celu poprawy bezpieczeństwa na stokach. Budują nową wioskę narciarską w rejonach Bear Mountain… widzę, że największy resort narciarski na wschodzie dalej się rozwija.
W tym roku resorty na wschodzie dostały nawet sporo śniegu, w związku z tym 100% terenów jest otwarte. Mam na to prawie 4 dni, więc na pewno postaram się odwiedzić większość rejonów i powspominać sobie stare czasy jak tu się kiedyś śmigało.
Z tym śniegiem na początku sezonu (Grudzień) to było dziwnie. Zasypało resorty na wschodzie, a zachód prawie nic nie dostawał. Wiadomo teraz to się zmieniło i mimo, że w Killington dalej fajnie sypie to zachód już mierzy opady śniegu w metrach. Nawet niektóre resorty zamykają na parę dni żeby „odśnieżyć”.
Jest to długi, świąteczny weekend. Spodziewałem, się dużo ludzi i tak też niestety było. Kolejki do wyciągów były spore, zwłaszcza do tych głównych wyciągów na dole. Im dalej od parkingów i wyżej to już bywało znacznie lepiej.
Była nas ośmio-osobowa grupa narciarzy, więc było co robić w górach. Jeździliśmy różnie i wszędzie. Od płaskich na dole, lasami, aż do ciekawszych odcinków wyżej w górach. Czasami wszyscy razem, a czasami sam sobie gdzieś wyskoczyłem w jakieś rejony.
Tak jak pisałem, wszystko było otwarte, można było w ciemno bez mapy się poruszać. Zawsze gdzieś tam się wyjedzie. Śniegu było wystarczająco. Zresztą ja na szczęście mapy tutaj nie potrzebuje. Coś tam w głowie jeszcze zostało.
Z tym śniegiem to jest dziwnie na wschodzie. Mimo, że dostali prawie rekordowe ilości to dalej go robią. Sypią tym biednym narciarzom prosto w oczy. Wiem, że dopóki jest zimno to trzeba robić żeby wystarczyło do maja/czerwca, ale dlaczego w ciągu dnia. W nocy jest chłodniej, spokojniej, nikomu nie przeszkadza… Już zapomniałem jak to czasami może być uciążliwe.
Oczywiście najmłodsze pokolenie jeździło non-stop i uwielbiają jeździć po lasach. Z jednej strony jest to dobre dla nich bo wyrabiają sobie umiejętności szybkiego reagowania i zakręcania. Szybko się też nauczyli, że drzewa się nie ruszają i są twarde. Nie są twoimi kolegami i rosną w najmniej oczekiwanym miejscu, a gałęzie potrafią bić po głowie.
W niektóre dni dzieciaki miały szkółkę narciarską. Jak instruktor zobaczył jak jeżdżą to ich wziął na sam szczyt i zjeżdżali po czarnych. Super! Ja myślę, że jeszcze 2-3 sezony i uczniowie przerosną mistrzów. Wtedy oni nas będą zabierać w szczyty i pokazywać gdzie jest „ciekawie”!
Niestety jak to na nartach, czas za szybko leci. Cztery dni przeleciały jak zwykły weekend i niestety trzeba było wracać. Bardzo pozytywnie Killington nas przywitał po latach. Widać, że resort się rozwija i inwestuje pieniądze w rozbudowę. Jak tylko zima będzie ok na wschodzie to myślę, że będziemy go częściej niż raz na 5 lat odwiedzać. Wiadomo, gór wyższych nie zbudują, ale te 150+ tras na parę dni wystarczy. A jak jest dobra zima to i lasy też są piękne. Nowe pokolenie na 100% wyszuka dla nas ciekawe odcinki leśne na których na pewno nie będziemy się nudzić.
Jak na razie to my im wyszukujemy miejsca gdzie po nartach można odpocząć i uzupełnić kalorie. Trzeba pokazać gdzie kiedyś miło spędzało się wieczory i nawiązywało nowe znajomości. Dobre bary, restauracje istnieją tam już ponad 30 lat i kto wie ile jeszcze będą urozmaicać czas zmęczonym i głodnym narciarzom.
Nie tylko resorty się rozbudowują. W stanie Vermont powstają nowe sklepy, browary, restauracje, miasteczka się rozrastają…. Widać, że po pandemii część ludzi jak nie chce to nie musi już mieszkać w większych miastach. Może w zaciszu zielonych gór też miło spędzać czas. Jak ma możliwości pracy zdalnej i lubi takie klimaty to dlaczego nie. Zarabiając dobre, korporacyjne pieniądze można napędzać gospodarkę mniejszych górskich miasteczek z dala od wielkich metropolii. A przecież na wyciągu czy w gondoli bardzo dobrze się pracuje. Coś na ten temat wiem.
Widać to też po restauracjach jakie zaczynają powstawać wzdłuż drogi z VT do NY. Już nie musi się jadać w McDonaldach czy pizzeriach. Istnieje możliwość naprawdę cywilizowaną kolację znaleźć po drodze gdzie przy smacznym kotlecie i dobrym winku można sobie zrobić przerwę od kierowania. odpocząć, zrelaksować się, i powspominać miłe parę dni jakie właśnie się spędziło w lokalnych górkach.
Miejmy nadzieję, że dobre zimy wrócą na wschód i częściej będziemy odwiedzać te rejony. Vermont stawiaj na turystykę, rozwijaj się, bo to chyba jedyny sposób żeby to nowe pokolenie wyciągać z domów, sprzed ekranów, wyciągnąć z dużych miast. Przynajmniej na chwilę….
Niestety wróciliśmy późno do NYC. Ale to nic, nie przejmujemy się tym, bo mieliśmy ciekawe parę dni z rodziną i przyjaciółmi. Wkrótce czekają nas znacznie większe narty i górki, znacznie dalej niż VT. Już się nie możemy doczekać…..