2026.08.24 Barollo, IT (dzień 13)
Niestety dzisiaj już opuszczamy tą cudowną górską krainę i poruszamy się na południe. Opuszczamy przyjemną i chłodną dolinę Fassa i za około 500km mamy zamiar dotrzeć do włoskiego ciepłego Barolo. Barolo jest to mała mieścina w prowincji Piedmont koło Turynu. Jeden z najsłynniejszych winnych rejonów Włoch.
A po co my w ogóle tam jedziemy? Nie lepiej zostać tu w górach jeszcze jeden dzień i iść na jakiś piękny hike…
Szef słynnej winiarni Prunotto jak był parę miesięcy temu w sklepie w Nowym Jorku to mnie zaprosił na winka do siebie. Takiej propozycji się nie odmawia i tym oto sposobem „prawie po drodze” jedziemy w samo serce Barolo, czyli do Bussia.
Zanim jednak wyruszymy w tą 6h podróż to musimy się doprowadzić do użytku publicznego po wczorajszym pożegnaniu z Dolomitami. Tak jak Ilonka pisała, lokalna knajpka z lokalnymi nie jest łatwa. Oni cię nie wypuszczą. Będą ci dawać za darmo jedzenie i picie żebyś dalej u nich siedział i pomógł im na koniec „zgasić światła”….
Ilonka miała łatwe zadanie. Jesteśmy we Włoszech więc wiadomo, że do śniadania serwują Prosecco. Już uśmiech i rumieńce jej wróciły.
Ja miałem trudniejsze zadanie, bo plan na dzisiaj to 500km za kółkiem, więc niestety na śniadanie Prosecco odpada. Ale obiecałem Ilonce, że nadrobię zaległości w Barolo.
3 kawy, zimny prysznic i też mnie postawiło na nogi. Można wyruszać na południe.
Niestety pierwsze 120 km to górskie, dwukierunkowe drogi z ciężarówkami i niezdecydowanymi turystami co za bardzo nie wiedzą co chcą. Mimo, że mamy fajny samochód to niestety nie było szybko. Szybko to, przypomniała mi się stara Zakopianka z tymi „pięknymi” serpentynami i załadowanymi pasami w obu kierunkach. Widoki tutaj co prawda lepsze niż w Pcimiu ale korki te same.
Dopiero jak wpadliśmy na E70 to można było lepiej wcisnąć prawy pedał. Niestety nie cały czas, bo Włosi jeżdżą szalenie i często były jakieś wypadki i oczywiście znowu się korkowało.
Do Prunotto przyjechaliśmy około godziny 16. Szefuńcio już czekał na nas na zewnątrz z rozłożonymi ramionami. Ach ta włoska gościnność i kultura witania się…
Mamy zaproszenie z noclegiem więc w pierwszej kolejności zostały nam pokazane nasze komnaty na dzisiejszą noc. Przestronne wnętrza w zabytkowej winiarni na górnym piętrze z klimatyzują. No wypasik…
Szybko się ogarnęliśmy i poszliśmy z kierownikiem na spacer po winiarni i okolicy.
Opowiadał nam o winiarni, historii okolicy i trendach w lokalnym businessie winnym. Ja mu trochę o businessie winnym za oceanem i o trendach Amerykanów. Taki spacerek dobrze nam zrobił na rozprostowanie nóg po 6h w samochodzie.
Zaprowadził nas też do 250-cio letniej piwniczki gdzie już nowe winka dojrzewają i czekają aż będą gotowe do picia.
Gdzieś po godzinie zwiedzania okolicy spragnieni wróciliśmy do rezydencji na najważniejszą część zwiedzania, czyli na testowanie.
Kierownik wyciągnął papierowe mapy okolic i zaczął otwierać wina. Część tych win mam w sklepie, więc je znam, ale w sumie otwartych zostało 6 butelek i mogłem spróbować też te które nie znam.
Co za wspaniałe popołudnie. 6 różnych win, każde lepsze (inne) od poprzedniego. Pijesz pyszne winka, słuchasz ich historii, pochodzenia, produkcji, różnic i to wszystko siedząc tam na miejscu w zabytkowej kamienicy.
Sześć winek spróbowaliśmy, zaostrzył się apetyt, a my tylko o wczesnym śniadanku. Winiarnia nie posiada restauracji, więc musimy się dostać do pobliskiego miasteczka Barolo.
Normalnie nie ma z tym problemu i w ciągu 10 minut samochodem lub taxi można tam podjechać. Po sześciu winach samochód odpada a taxi/uber tutaj nie istnieje. Wprawdzie szef powiedział, że możemy jechać z nim jego samochodem i wszyscy razem zjeść kolacje, ale za bardzo aż tak nie chcieliśmy mu zabierać czasu.
A po drugie też chcemy sobie sami trochę tu pochodzić i pozwiedzać, naszym tempem. Zatrzymywać się tam gdzie chcemy i na jak długo chcemy.
Zrobił nam rezerwacje w fajnej restauracji w miasteczku Barolo, pokazał którędy przez pola trzeba tam iść, dał klucze do winiarni i pożyczył smacznego.
Tak, jak wrócimy to pewnie będzie już bardzo późno i nikogo tu nie będzie. Musimy się jakoś dostać do środka do winiarni i naszych komnat. Szefuńcio jeszcze pokazał gdzie jest specjalne i SUPER dobre wino, że jak wrócimy to żeby sobie otworzyć i jeszcze przed snem wypić.
Do Barolo na nogach idzie się jakieś 35-40 minut. Po polnych drogach, winiarniach i wzgórzach. Coś jak w Radziszowie na Chorzyny. Tylko tutaj zamiast zboża czy ziemniaków są kilkudziesięcioletnie winnice.
Wpisaliśmy w telefon punkt do którego musimy wrócić, wzięliśmy lampki na głowe i ruszyliśmy. Będziemy wracać po godzinie 22, więc na pewno będzie ciemno, a tu przecież nie ma żadnego oświetlenia i po ciemku wszystko wygląda tak samo.
Szło się dobrze, aczkolwiek wolno. Zaglądaliśmy pod każdy krzak, sprawdzić jak to wszystko wygląda. Byliśmy ciekawi jak to z takiego krzaka i winogrona może powstać wino za które ludzie płacą setki albo i nawet tysiące dolarów za butelkę.
Na całym spacerku nie spotkaliśmy nikogo. Dopiero w miasteczku Barolo pojawili się jacyś ludzi i parę samochodów.
Barolo jest malutkim miasteczkiem (około 600 mieszkańców), więc w ciągu paru minut obeszliśmy jego „centrum” i znaleźliśmy naszą restaurację, Barolando.
Widać, że winiarnia Prunotto jest tu szanowana i lubiana, bo jak tylko powiedzieliśmy od kogo jesteśmy to odrazu nas ładnie przywitali i dali super stolik na zewnątrz na rogu.
Wybrałem dziewięcio-daniowe tasting menu które kelner mi polecił. Ponoć przysmaki z tego rejonu Włoch.
Mięsa, ryby….. surowe albo lekko pieczone. Ogólnie wszystko bardzo pyszne i ładnie podane. Ilonka też wzięła jakieś lokalne przysmaki i uczta na całego.
Oczywiście nie wypadało siedzieć w knajpie w Barolo bez butelki dobrego wina z Barolo. „Musieliśmy” zamówić Barolo od Prunotto. Wzięliśmy wino z ich lepszych winnic z rejonu Serra. Pychota!
Na koniec wjechały trzy desery i już za bardzo nie mogłem się ruszać.
Oczywiście jak poprosiłem o rachunek to zostałem poinformowany że wszystko już jest załatwione przez winiarnie Prunotto. Byliśmy w lekkim szoku, ale po gościnności Włochów można się było tego spodziewać!
Tak jak przypuszczaliśmy, knajpę opuściliśmy około godziny 22. Wiedząc, że mamy około 40 minut na nogach w ciemnościach do domu i wiedząc, że tam czekają na nas super winka za bardzo nie chcieliśmy łazić po miasteczku. Poszliśmy w kierunku Prunotto. Z drugiej strony tutaj już było wszystko zamknięte, Barolo stało się wymarłe o tej porze.
Spacer do winiarni był ciekawy. Cisza, nikogo na ulicach, ciemno….
Dobrze, że wpisaliśmy winiarnią na mapie to wiedzieliśmy gdzie iść. W nocy po ciemku wszystko wyglądało tak samo.
Jedyne co spotkaliśmy poza obłędną ciszą i ciemnością to liska który był bardzo zdziwiony, że o tej porze ktokolwiek tu chodzi.
Udało się, dotarliśmy do Prunotto! Było wciąż ładnie oświetlone na wzgórzu, więc widzieliśmy z doliny gdzie iść.
Tak jak powiedzieli, to tak było. Nie było tutaj nikogo. Dobrze, że mieliśmy klucze.
Za bardzo nie było co robić na zewnątrz po ciemku, więc poszliśmy do naszych komnat.
Przypomniało mi się, że super wino na nas czeka. Trafiłem do tej winnej lodówki, znalazłem to wino, odpakowałem je….. i byłem w szoku! Barolo Riserva Bussia! Wow!
2019 rocznik z bardzo malutkiej jednohektarowej (najlepszej) parceli w Bussia, Colonnello. Bardzo limitowana produkcja tego odlotowego winka.
Za bardzo nie powinno się takiego wina pić o tej porze i po paru innych winach. To jest specjalne wino do dobrego mięsnego jedzenia i ono jeszcze powinno parę lat leżakować w winnej lodówce.
Wino wzięliśmy ze sobą i przechowamy je parę lat w odpowiedniej temperaturze i wilgotności. Niech dochodzi pomału do perfekcji. Wino w butelce żyje, starzeje się. Zachodzą w nim złożone procesy chemiczne pod wpływem malutkiej ilości tlenu która dostaje się do środka przez mikroskopijne szczeliny w korku. Świeże owocowe wino zanika a rodzi się starsze ze smakami przypraw, tytoniu, skóry, suszonych owoców….
Oczywiście nie każde wino powinno się przechowywać latami. Może tylko 10-12% win nadaje się do wieloletniego przechowywania. Nasze na 100%!
Mieliśmy jeszcze wiele innych dobrych win otwartych, więc zrobiliśmy sobie jeszcze małą degustacje przed snem. Oczywiście wszystkie pyszne….
Trzeba iść spać, bo już niewiele godzin nam zostało z nocy. Jutro rano pobudka, śniadanko i wyjazd na lotnisko do Mediolanu.
Koniec wakacji 🥲