2026.08.12 Mediolan, IT (dzień 1)
Latanie jednak może być przyjemne. Jak to się mówi, jak nie lubisz latać to znaczy, że jeszcze nie poleciałeś liniami które ci się spodobały. Emirates wygrywa…wygrywa wszystkie konkursy. Ale najbardziej super miękka pidżamę, normalne drotowe ręczniki do jednorazowego użycia w toalecie, pyszne jedzenie i wino, bar na pokładzie i przestronne siedzenia ale przede wszystkim cisza. Nigdy nie leciałam tak cichym samolotem, ale sciany miał grube. Tak grube, że zdjęć się nie dało robić ale to nic, najważniejsze, że była cisza.
W żadnym samolocie aż tak się nie wyspałam. Na śniadanie musieli mnie obudzić bo spałam mocnym snem. I wiecie co? To śniadanie to nie było jakieś papierowe…byly to normalne jajka które sprawiły, że aż do kolacji nie byliśmy głodni.
Lot minął nam szybciutko. Mieliśmy późny wylot i w związku z tym późne lądowanie. W Mediolanie byliśmy dopiero w południe. W mieście/hotelu jednak dopiero 1.5h później. Lotnisko w Mediolanie jest położone dość daleko. Jakieś 45min samochodem od centrum. Jednak trochę nam zeszło aby odebrać bagaże i znaleźć Ubera. Znaleźć gdzie się zatrzymują Ubery nie było łatwo ale jakoś go wypatrzyliśmy wg. mapki i mogliśmy wygodnie usiąść w Merolu. Woleliśmy Uber’a niż taksówkę z postoju bo jakoś nie ufamy jeździe na licznik, wolimy znać cenę z góry no i dobrze bo Uber też ma dużo fajniejsze auta i z klimą.
Niestety pokoju jeszcze nie mieliśmy. Tym razem nie śpimy w Marriocie tylko jakimś butikowym hoteliku. I znów stwierdziliśmy, że może i lepiej? Mniejszy hotel a nie duża sieciówka to się bardziej starają. Woda, ciasteczka, inne napoje za darmo w lobby, lodówka w pokoju też wypełniona za darmo napojami a do tego jeszcze darmowy buffet a lunch i kolacje. Fajnie tak, że ziemna woda pod ręką bo tu trzeba pić dużo. Jest zdecydowanie za gorąco no ale kto jedzie do Włoch czy południowej Europy w lato….chyba nikt normalny.
To co my właściwie robimy w środku lata w upalnych Włoszech? Darek obiecał, że kiedyś będzie chłodno…. kiedyś czyli jutro jedziemy w góry, Dolomity i ma być średnio 10C chłodniej. Miejmy nadzieję. Nie chcieliśmy ryzykować jazdy od razu po samolocie więc jedną noc spędzimy w Mediolanie ale już wiemy, że za dużo nie pochodzimy. Czekając na pokój wyszliśmy z hotelu tylko przejść się parę minut ale nie dało się i wstąpiliśmy do lokalnego baru. Lokalnego bo każdy tu każdego znał i wstępował na 5-10 min na szybkie espeesso i ruszał dalej. Tylko my jacyś śmieszni turyści zamówiliśmy piwko.
O 15 godzinie w końcu dostaliśmy pokój i padliśmy. Emiraty emiratami, samolot wygodny ale jednak łóżko to łóżko. Jak padliśmy to dopiero obudziliśmy się na kolacje.
Na kolację wybraliśmy Cantine Milano które słynie z wyboru win. Koncept restauracji jest, że najpierw wybiera się wino a potem jedzenie. Trochę przeciwnie do tego co robimy normalnie gdzie wino dopasowuje się do jedzenia. Dlatego po raz pierwszy zaczęliśmy od studiowania 50 stronnicowej listy win a potem zdecydowaliśmy, że do pysznego Cab+Merlot z Lombardii potrzebne jest jakieś fajne mięsko.
Małe porcje nie? Zwłaszcza jak na Amerykanów… Nam akurat bardzo spasowały bo jakoś dalej nie byliśmy super głodni. Ale porcje są takie bo Włosi traktują makaron jak my zupę. U nich zamawia się najpierw przystawkę, potem makaron i dopiero na główne jakieś mięsko czy rybkę. My przeskoczyliśmy odrazu do glownego dania ale za to mieliśmy miejsce na deser.
Darek obiecał, że codziennie będzie jadł tiramisu. Ciekawe czy plan zrealizuje. Restauracja była fajna ale jednak troszkę za słabą mieli klimę. Najpierw myślałam że dlatego, że pewnie dopiero włączyli jak otwierali wieczorem ale niestety im więcej ludzi przybywało tym cieplej się robiło. No tak potwierdza się, że do Europy nie lata się w lipcu bo nawet o 10 wieczór jak wyszliśmy to było trochę ponad 30C.
Co ogólnie myślimy o Mediolanie. Ja lubię to miasto. Byliśmy tu kiedyś w 2014 roku (https://www.idmtravels.com/blog/2014-mediolan-4) i wtedy zwiedzaliśmy katedrę, którą uwielbiam i inne atrakcje. Teraz pomimo, że do katedry mamy około 15-20 min na nogach nie poszliśmy tam. Restauracja była w innej części miasta, bardziej biznesowej. Spodobało mi się, że Mediolan ma dużo parków i naprawdę starają się go “za lesić”. Nawet budynki mieszkalne na balkonach mają drzewa.
Trochę nas zdziwiło jak bardzo opuszczone i zamknięte jest to miasto. Mieszkania i biznesy mają pozamykane rolety, knajpki pozamykane nawet wieczorami. Chyba rzeczywiście są duże wakacje we Włoszech i wszyscy wyjechali w góry.
My też wyjeżdżamy jutro. Darek spędził dużo nocy planując szlaki i wiem, że zrobił to tak dobrze, że uciekniemy przed tymi tłumami. Póki co wracamy do chłodnego pokoiku i mamy nadzieję, że jet-lag nas nie dołapie.