2026.08.13 Cortina, IT (dzień 2)
Problemy Amerykanów w Europie… Jak spakować to wszystko do tego małego samochodzika. Tak, cooler też z nami przyleciał. Wszystko można nadać.
Na szczęście to nie nasze pierwsze rodeo. W Europie trzeba brać małe auta, zwłaszcza jak chce się odwiedzać małe górskie miasteczka. A pakowanie….zawsze się jakoś upcha. Nawet udało się tak upchać, że jeszcze na zakupy mogliśmy pojechać i dokupić parę zgrzewek wody.
Link do video: https://youtu.be/dZVLUR0e9e4?is=ZF4lKj__ZllOgAmZ
Italiano na całego, Mini Copoper, Italian disco w głośnikach i autostrady…chciałam napisać że super drogie ale nawet nie było tak źle. Z Mediolanu przez obwodnicę Wenecji do Cortiny zapłaciliśmy tylko 30 EUR. Jechaliśmy autostradą prawie 300km i powiem szczerze, że bałam się jaki rachunek nam na koniec wystawią.
Autostradą fajnie się jechało. Nawet zaskoczna byłam jak mało aut było na drodze. Były momenty gdzie trzeba było zwolnić ale ogólnie to nie było źle. Zresztą sami widzicie. Po amerykańskich korkach na pięcio pasmowych autostradach to aż miła odmiana.
Za to jak wjechaliśmy w górskie drogi to już żadne z nas nie narzekało, że samochód jest mały. Cieszyliśmy się, że bez problemu możemy jechać jak lokalni a nie turyści co wynajęli za duże auta.
Korki były ale na szczęście w przeciwnym do naszego kierunku. Chyba ludzie pokończyli szlaki i wracali do swoich hoteli. My po mimo, że śpimy w najsłynniejszym miasteczku Dolomitów to też będziemy musieli podjeżdżać na szlaki, ale może jakoś się uda bez korków. Jutro się przekonamy.
Cortina jest słynna bo w tym roku była tu olimpiada zimowa. Wspólnie z Mediolanem. Czyli ci wszyscy zawodnicy i inni organizatorzy tędy jeździli. Może dlatego niektóre drogi i części autostrady wyglądały na dość nowe.
Dolomity są też słynne z narciarstwa choć Darek jak zobaczył ich mapy resortów to stwierdził, że nie musi tu przyjeżdżać. Krótkie wyciągi i jakoś to takie rozbite na miasteczka. Wesoło tu musi być z korkami w zimie.
Jadąc tu boję się, że całe wakacje będą zepsute przez ilość tłumów ale wierzę, że Darek wykorzystał swoje super moce i znalazł szlaki które są mniej popularne ale ładniejsze. Bo jak internet poleca szlak to pierwsze 3 trzeba skreślić i zacząć szukać głębiej. A w Dolomitach to chyba trzeba skreślić pierwsze 10 i dopiero szukać dalej. Bo pierwsze 10 będą oblegane przez turystów a niekoniecznie będą najładniejsze. Bo na najładniejsze szlaki trzeba wejść dalej w góry.
Dolomity są chyba rejonem najbardziej popularnym na Instagramie. Niestety media społecznościowe zepsuły podróżowanie bo ludzie wystawiają zdjęcie i potem każdy chce tam iść ale nie zdaje sobie sprawy, że podobnie można zjeść w restauracji obok albo żeby zrobić to mega zdjęcie trzeba się wspinać kilka godzin. Ja czasem sobie nanoszę na mapkę punkty które widzę na Insta ale zawsze je weryfikuję jak już wiem, że tam pojadę. W przypadku Dolomitów nawet nie mówiłam Darkowi co mam na mapie bo wiem, że cokolwiek on znajdzie będzie tysiąc razy lepsze niż Instagram.
W Cortinie śpimy w hotelu Lajadira. Nie było łatwo znaleźć w Dolomitach noclegu. Albo ceny masakra, albo recenzje takie sobie. Zobaczmy co ten hotel nam zaoferuje ale na pierwszy rzut oka wygląda całkiem fajnie.
Jutro musimy wcześnie wstać. Śniadanie zamówiliśmy na 5 rano więc dziś nie chodziliśmy nigdzie tylko zjedliśmy kolację w hotelu. Było bardzo smacznie i z bardzo wesołą załogą, która na koniec poczęstowała nas Limoncello. Najbardziej jednak wygrały pierogi z burakami. Wg. standardów Włochów jako pierwsze danie je się makarony. Makarony to może za dużo i ciężko ale pierogi z burakami wpadły mi w oko, i rzeczywiście pychota. Zwlaszcza ten mak którym są posypane dopełnia smaku.
Cortina jest dość rozłożystym miasteczkiem jeśli chodzi o standardy miasteczek górskich i pójście do restauracji może zająć nawet z 30-45 min. Pomimo, że spacer przed i po kolacji jest wskazany to dziś postawiliśmy na efektywność i oszczędność czasu. Jutro pora poznać tę górki i zobaczyć co mają do zaoferowania.