Traveling - it leaves you speechless, then turns you into a storyteller.

Szwajcaria Ilona i Darek Szwajcaria Ilona i Darek

2015.03.02 Zermatt, Szwajcaria (dzień 2)

OK, przyznam się bez bicia, że nigdy nie byłam w Europejskim resorcie narciarskim. Darek wiele razy mi powtarzał "Ilonka Europa to nie Stany... to jest całkiem inny styl jeżdżenia na nartach...mówię Ci to jest inny świat." Szczerze... nie do końca mu wierzyłam. No bo dlaczego Szwajcaria ma się różnić od Vail. OK, górki są lepsze i gorsze ale przecież cała infrastruktura powinna być podobna. Upssss... jak bardzo się myliłam....

907068860.jpg

Największa różnica jaka mnie zaskoczyła to czarne barany....w Europie ludzie najpierw mieszkali w okolicach wielkich gór, które potem przekształciły się w wielkie resorty narciarskie. Tak więc ogródkiem dzieciaków był Matterhron a nie jakaś górka na Bukowiu. Na szczęście my w rodzinie też mamy prawdziwego narciarza, który sam sobie robił narty i zjeżdżał z pobliskiej górki, tak samo jak dzieciaki w Zermatt. Jedyną różnicą jest, że dla dzieci w Zermatt lokalna górka to Matthernhorn a dla Tatusia to Chorzyny....a skąd czarne barany? Oczywiste, że ludzie, którzy mieszkają w górach potrzebują mleka, wełny itp....tak więc hodują i pasą zwierzęta. Te pozostałości...te stare domki, zagrody ze zwierzętami i ludzie którzy sami sobie robią narty pozostało do dziś. Tak więc skoro góry pozostały dla mieszkańców a nie dla nowych super wypasionych hoteli to można chodzić gdzie się chce, jeździć gdzie się chce....i ogólnie robić co się chce. Od czasu do czasu pojawia się tylko znak "tam, kierunek Zermatt". Nie wspomnę już o restauracjach, które są prawie w każdym domku, który tu się ostał.

239175689.jpg

A jak to widzi Darek z perspektywy narciarza:
"Czym się różni narciarstwo w Alpach a Stanach? Gdzie jest lepiej? Gdzie są lepsze tereny i gdzie się narciarz lepiej wyjeździ?
Na te pytania nie ma prostej odpowiedzi. To zależy od wielu rzeczy. Narciarstwo w Europie i Stanach jest po prostu inne, odmienne. Oczywiście porównuje tutaj Alpy do gór skalistych a nie do narciarstwa na wschodnim wybrzeżu w Stanach, które niestety daleko ma do światowej czołówki. Ze względu na brak odpowiednich gór czy dobrego śniegu.
Tak jak pisała Ilonka. Ludzie tutaj żyją narciarstwem, wszystko się koło tego kręci.
Alpy są troszkę wyższe niż góry w Colorado czy Utah i też mają głębsze doliny, więc różnica wzniesień jest większa. Dzisiaj zjechaliśmy "tylko" 8 razy a i tak wyszło ponad 5000 metrów (16000 ft.) różnicy wzniesień. Co przy pierwszym dniu na takich wysokościach i trudnych warunkach (mocny wiatr, słaba widoczność) uważam za dobry wynik.

Szwajcaria (21).JPG

Ludzie tutaj żyją w górach. Koło tras narciarskich jest wiele restauracji, barów, hoteli gdzie można się zatrzymać na chwilkę albo dwie. Są takie odległości, że raczej narciarze nie zjeżdżają na dół na lunch tylko spędzają cały dzień w górach.
Tutaj też nie ma tylu zakazów co w Stanach. Jedź na nartach gdzie chcesz, tylko pamiętaj, że jak wyjeżdżasz z trasy to masz zupełnie nie sprawdzany przez patrol teren i możesz trafić na przepaści, albo innego rodzaju przeszkody. Czy to jest dobre czy złe? To zależy jak bardzo odpowiedzialny jest narciarz, a także jakie ma umiejętności.

Szwajcaria (36).JPG

Tutaj też nie widziałem ludzi którzy słabo jeżdżą na nartach. Prawie wszyscy śmigali jak by się urodzili z nartami. To nawet widać na wyciągach. Ani raz wyciąg się nie zatrzymał bo narciarz nie umiał wsiąść albo wysiąść. Wiadomo, ludzie (tutaj dzieci) muszą się gdzieś uczyć jeździć. Pewnie to robią na dole, wyjeżdżają w góry jak już coś potrafią.
Warunki narciarskie są tutaj trudniejsze niż w Stanach. Trasy są gorzej przygotowane i mało ubijane. Co w sumie ma sens, bo raj dla dobrych narciarzy. To nie jest jazda po trasie równej jak stół, ale zabawa w puchu, albo wyszukiwanie sobie ciekawych odcinków. Tras wytyczonych tutaj jest mało. Tylko 360 km. Może to brzmi dużo ale w skali całego resortu to jest niewiele. Większość jest to jazda po off pistes (poza trasami), gdzie można spotkać wszystko i wszędzie. Trzeba uważać.

Szwajcaria (15).JPG

Prawie cały resort jest położony powyżej górnej granicy lasów. Coś jak back bowl w Vail tylko na większą skalę. Więc z wynajdywaniem sobie ciekawych tras nie ma żadnego problemu.
Prawie każdy tutaj jeździ z plecakiem. Rozumiem to, bo ja też z reguły jeżdżę z plecakiem. Tutaj to jest chyba jeszcze bardziej oczywiste, bo są za duże różnice temperatur i za duże odległości żeby się po coś wracać do samochodu czy hotelu.

147157669.jpg

No i oczywiście brak snowboardzistów, z wiadomych przyczyn. Dziadek i ojciec aktualnego narciarza nie jeździł na snowboardzie, bo w tamtych czasach go po prostu nie było. Oczywiście góry nie należą tylko do narciarzy. Spotykam tutaj o wiele więcej ludzi idących do góry w różnego rodzaju sprzęcie. Wiadomo, trochę to utrudnia jazdę jak idą większą grupą do góry po wąskich trasach, ale dlaczego ludzie mają mieć zakaz chodzenia po swoim podwórku.
Czy ja wolę jeździć w Alpach czy w Stanach? Ja lubię odkrywać nowe miejsca, więc staram się wszędzie pojechać jak tylko mam takie możliwości. Narciarstwo to nie tylko Stany czy Europa. Jest wiele pięknych resortów narciarskich na całym świecie i mam nadzieję że kiedyś je wszystkie odwiedzę. Jak na razie jeździłem w resortach na czterech kontynentach i jest jeszcze wiele do odkrycia..."

157774482.jpg

Natomiast ja dzisiejszy dzień spędziłam na rozeznaniu terenu. Miałam nadzieję wyjść/wyjechać na Schwartzsee....teoretycznie krótki spacerek a mamusia miała wyjechać do Schwarzsee i tam miałyśmy się spotkać na jakimś winku. Niestety pogoda i wiatr pokrzyżowały nam plany. Wyjazd był możliwy tylko do Furi czyli połowa drogi do Schwarzsee. Niestety reszta wyciągów była zamknięta ze względu na pogodę i mocny wiatr (60 km/h). No to z dwojga złego wybrałyśmy Furi. Stwierdziłyśmy, że wyjedziemy tam i potem zobaczymy co dalej. Dobra wiadomość była, że tam są restauracje czyli jest się gdzie zagrzać. Wyjechałyśmy a tu niespodzianka....pogoda wcale nie jest tak zła jakby się wydawało. Tak więc w oczekiwaniu na narciarzy zrobiłyśmy sobie mały spacerek i poznałyśmy lokalnego tygrysa.

Szwajcaria (24).JPG

Kotek łasił się do wszystkich i był chętny do zabawy nawet ze śniegiem. Tak, to była chwilowo nasza najlepsza atrakcja. Po paru minutach dojechali do nas chłopaki (tatuś+Daruś) i wszyscy w czwórkę zrobiliśmy sobie przerwę na piwo. W między czasie Darek:
"Dzisiejszy, pierwszy dzień na nartach chcieliśmy potraktować luźniej.
Rano wzięliśmy autobus spod naszego hotelu i po 5 minutach dojechaliśmy do głównej bazy. Odebraliśmy nasze bilety i poszliśmy zobaczyć co się dzieje w górach. Mają tam taką dużą tablicę informacyjną gdzie jest wszystko napisane o każdym wyciągu. I tu wielkie rozczarowanie, w górach jest potężny wiatr i są pozamykane górne wyciągi.

Szwajcaria (17).JPG

Trochę nas to zdziwiło, bo tutaj na dole ani jeden listek na drzewie się nie rusza. Ale nic, jedziemy na w górę, dokąd się da. Chcieliśmy wyjechać na Matterhorn glacier paradise i potem do Cervini do Włoch.

282391081.jpg

Pierwsza gondola wywiozła nas do Furi, gdzie dalej było bezwietrznie. Potem kolejką górską wyjechaliśmy ponad 1000 metrów do góry do Trockener Steg. Tam już był inny świat. Wiatr 40-50 km/h i bardzo słaba widoczność. Od tego miejsca zaczynają się lodowce i narciarstwo cały rok. Ale niestety nie dzisiaj. Wszystkie wyciągi w górę były nieczynne.
Długo się nie zastanawiając zaczęliśmy jechać na dół. Cały czas po trasach narciarskich, bo baliśmy się z nich wyjechać ze względu na ograniczoną widoczność i brak znajomości terenu. Myśleliśmy, że sobie wyjedziemy gondolą na Schwarzee, ale niestety właśnie parę minut temu ją zamknęli. Dalej kontynuowaliśmy zjazd na dół. Tatuś powiedział, że trzeba się zagrzać i wybrał czarną trasę.

Szwajcaria (16).JPG

Było nawet ok, chodź czasami stromo, ale dalej byliśmy na trasie. Niekiedy tylko lekko wyjeżdżaliśmy poza żeby się pobawić w nawianym nieźle puchu. Ale blisko trasy bo nie chcieliśmy stracić odblaskowych tyczek z naszych oczów.
Po godzinie znowu znaleźliśmy się w Furi, gdzie już Ilonka z mamą dojechały i mogliśmy sobie zrobić krótką przerwę na piwo."

Szwajcaria (14).JPG

Po przerwie Darek z Tatą uderzyli na Riffelberg a potem Gornergrat.... My z mamusią za to stwierdziłyśmy, że jazda kolejkami jest fajna ale nudna i postanowiłyśmy wrócić na nogach do Zermatt, około 4 km spacerek.

753569733.jpg

Szło się bardzo fajnie bo ubitej i szerokiej drodze. Widać było, że dużo ludzi wybrało tą samą trasę bo im bardziej zbliżaliśmy się do Zermatt to tym więcej ludzi pojawiało się na szlaku.

Szwajcaria (32).JPG

Szlak jest o tyle ciekawy, że przechodzi przez rzekę, która jest zamrożona i ma super lodowe wodospady. Potem trasa przechodzi przez mały skansen...szczerze to nie wiem czy to jest prawdziwe miasteczko czy po prostu zostawili parę domków, które przekształcili na restauracje. W każdym razie nam się bardzo to podobało i spędziliśmy trochę czasu na robienie zdjęć.

Szwajcaria (31).JPG

Potem droga schodziła dość ostro w dół ale nadal widoki były zapierające dech w piersiach. Nawet pomimo wielkiej mgły i wiatru widoki były niesamowite, a śnieg który zwiewał wiatr tylko dodawał uroku.

Szwajcaria (29).JPG

Po około 35 minutach dotarłyśmy do dołu kolejki na Furi i wyruszyłyśmy w kierunku "rynku" czyli głównej ulicy. Tutaj dostaliśmy wiadomość od Darka, że:
"Po przejechaniu się paroma trasami w Gornergrat wszystko tu zaczynali zamykać.

Szwajcaria (19).JPG

Widać było, że chcieli jak najdłużej trzymać wyciągi ale silne porywy wiatru im to uniemożliwiały. Do tego stopnia, że jak jechaliśmy gondolą na Riffelberg to były takie mocne podmuchy wiatru, że się nie dało w niej stać. Było jak na huśtawce. Oczywiście gondola była zatrzymana żeby się nie rozwaliła o słupy.

337342836.jpg

Na Gornergrat wyjeżdża kolej torowa. 3089 metrów. Jest to najwyższa kolej torowa w Europie. Więc jak już pozamykali tutaj wszystkie wyciągi to wyjeżdżaliśmy pociągiem na górę. Oczywiście za chwilę tak zawiało tory, że nawet pług który je odśnieżał nie wydolił.

Szwajcaria (18).JPG

W Zermatt mają jeszcze kolejkę która idzie w tunelu w skale i wyjeżdża na 2288 do Sunnegga. O dziwo w tej części resortu mniej wiało i można tutaj było jeszcze paroma wyciągami pojeździć.

743861132.jpg

Niestety kolej górska na Rothorn nie chodziła, ale i tak odkrywaliśmy ciekawe tereny. Chmury nagle troszkę się rozstąpiły i widoczność była lepsza więc pobawiliśmy się troszkę poza trasami. Ale jednak jak na pierwszy dzień to brak aklimatyzacji dawał się we znaki i trzeba było zwolnić trochę tempa bo brakowało nam tlenu.

958504271.jpg

Jak się zrobiła lepsza widoczność to naszym oczą ukazały się przepiękne tereny, które mam nadzieję jutro zjeździmy.
Około 5pm zjechaliśmy do Zermatt gdzie dziewczyny już na nas czekały."
W czasie kiedy chłopaki gonili się po górkach. My z mamusią łaziłyśmy po sklepach i próbowałyśmy dojść do słynnego sklepu Jack Wolfskin. Wolfskin to jest fajna europejska marka która nigdy nie weszła na rynek amerykański tak więc jest kojarzona tylko z fajnymi ludźmi, którzy jeżdżą po Europie. Niestety nie doszłyśmy do tego sklepu bo znów odezwało się walke-talkie....."zjeżdżamy bo warunki są okropne".

114381843.jpg

Ja wiem, że jak się wyśle kobiety do sklepów to tak jak facetów do baru....żadne nie wie kiedy mija czas. Tak więc około 17 (5pm) spotkaliśmy się z chłopakami przy wyciągu Sunnegga+Rothorn i razem poszliśmy do Jacka Wolfskina zrobić zakupy....yupiiii.....wreszcie udało się kupić Darkowi nową kurtkę.

Szwajcaria (37).JPG

Jak to bywa po każdym zakupie trzeba go oblać w barze. Wylądowaliśmy w barze niedaleko naszego mieszkanka. Już wczoraj widzieliśmy, że było tam wiele nart na zewnątrz więc musi to być dobre miejsce na apres-ski. Bez zastanowienia weszliśmy tam i od razu poznaliśmy lokalnych....tzn.lokalnych, którzy są ze Szwajcarii i przyjechali tylko do Zermatt pojeździć na nartkach. Polecili nam dużo knajpek/restauracji które mamy w planie sprawdzić jutro.

Szwajcaria (40).JPG

Po dwóch piwkach postanowiliśmy jednak kontynuować imprezkę w domku zwłaszcza, że w domu czekały uszka z barszczem i co najważniejsze grzybki i sałatka od cioci Marysi (DZIĘKUJEMY - Są przepyszne!!!! - zwłaszcza Ilonka uwielbia grzybki). Ooooo....prawie bym zapomniała Jeszcze dziś przyszła do nas właścicielka domku i przyniosła nam wino...bardzo miłe powitanie. Super miejsce....bardzo ładne mieszkanko, miła właścicielka i ogólnie wszystko super. Myślę, że na dziś powiemy Auf Wiedersehen.....i pójdziemy spać....jutro kolejny dzień przygód.
ps. właśnie dostaliśmy maila, że Darka nartki właśnie wylądowały w Zurichu. Yupiiii.....
Darek mówił, że woli jeździć na jego nartach niż z wypożyczalni, chociaż ponoć sobie wypożyczył dobre.

321766656.jpg
Read More
Szwajcaria Darek Szwajcaria Darek

2015.02.28-03.01 Zermatt, Szwajcaria (dzień 1)

Pewnego listopadowego, brzydkiego, pochmurnego popołudnia dostałem od mojej żony sms'a, czy nie mamy ochoty polecieć za $400 na narty do Europy. Ja, jako zagorzały narciarz na to pytanie miałem tylko jedną odpowiedź: TAK... SZWAJCARIA...!!!!

863455679.jpg

Znowu linie lotnicze podjęły za nas decyzje. W sumie dobrą decyzje. Bo za cenę biletu na zachód stanów mamy Europę. AirBerlin dał nam opcje przesiadki w Niemczech i w tej samej cenie możemy uderzyć dalej w Europę.
W Europie jest parę krajów gdzie warto rozważyć jazdę na nartach. Szwajcaria, Francja, Włochy i trochę Austrii. Wybraliśmy Zermatt w Szwajcarii. A dlaczego? A dlatego.....
Dlatego, że Szwajcaria jest pięknym krajem. Ilonka nigdy tam nie była, więc wybór był oczywisty, a Zermatt jest jednym z lepszych resortów w Szwajcarii i na świecie. To może troszkę o Zermatt:
Szwajcaria się połączyła z Włochami, tworząc jeden wielki resort. Zermatt i Cervinia. 360 km ( 200 mil) tras narciarskich, i to tylko po trasach. Jest tam też wiele możliwości jeżdżenia poza trasami, po ich ogromnych polach lodowcowych, co tylko zwiększa nasz plac zabaw. Zermatt ma 54 wyciągi.
Jest to małe, górskie miasteczko, które zamieszkuje tylko 5800 ludzi. Położone jest w głębokiej dolinie na wysokości 1620 metrów pomiędzy potężnymi górami.

214065203.jpg

Monte Rosa 4634 m (15,203 ft.), jest to najwyższy szczyt w Szwajcarii i słynnym Matterhorn 4478 m (14691 ft.). W miasteczku jest zakaz poruszania się samochodami, trzeba je zostawić na parkingu w Tasch i dalszą podróż kontynuować pociągiem. Albo zrobić to co my robimy, i wziąć pociąg z lotniska w Zurichu prosto do Zermatt. Miejmy nadzieje, że będzie ładna pogoda, bo pociągi w Szwajcarii jadą przez jedne z najbardziej malowniczych terenów na świecie.

Szwajcaria (5).JPG

Zermatt jako resort narciarski jest na siódmym co do wielkości resortem narciarskim na świecie i nazywa się Matterhorn ski paradise. Oczywiście pierwsze 10 resortów znajduje się w europejskich Alpach. W Zermatt także wyjeżdża się najwyżej wyciągiem w Europejskich Alpach, aż na 3900m (12780 ft) na mały Matterhorn gdzie można jeździć na nartach 365 dni w roku na lodowcach. Stamtąd narciarz ma do wyboru, albo jechać na pizzę do Włoch albo na słynny szwajcarski ser Fondue. Występuje tam też druga co do wielkości różnica wzniesień na świecie i wynosi 2379 metrów (7805 ft.). Pierwsza jest we Francji w Chamonix. Przepiękny zjazd z Aiguille du Midi lodowcu Vallee Blanche. Już to zrobiłem parę lat temu. Dla porównania różnica wzniesień w Zermatt jest dwa razy większa niż w Vail i trzy razy pobija Killington.

976136518.jpg

Oczywiście są tam też bardzo długie trasy. Najdłuższa ma 25km (15 mil). Ciekawe jak długo nią pojadę i ile będę musiał robić przystanków. Narciarstwo w Europie się troszkę różni od amerykańskiego. Tam jak wyjeżdżasz w góry to już tam zostajesz na cały dzień, nie zjeżdżasz na dół. Po prostu jest za daleko. Dlatego pewnie Zermatt ma ponad 50 barów i restauracji w samych górach. Nie licząc oczywiście barów apres ski na dole przy wyciągach.
Dobra, wystarczy tych danych. Musimy się spakować bo za dwie godziny trzeba jechać na lotnisko.
Pakowanie nawet nam szybko poszło i cali szczęśliwi wyruszyliśmy w podróż. Szczęśliwi bo lecimy na fajne nartki i możemy nawet za darmo nartki ze sobą wziąć. Airberlin za przewóz sprzętu sportowego nie pobiera opłat, musi tylko waga być poniżej 50 lb i ma to być jedyny bagaż jaki nadajesz. Już coraz więcej linii lotniczy pobiera opłaty za przewóz sprzętu. W Listopadzie 2014 lecieliśmy do Polski Lufthansą i chcieliśmy przewieź narty. Oczywiście za taką usługę musielibyśmy zapłacić $150 w każdą stronę, mimo że to był jedyny bagaż jaki nadawałem. ​

Szwajcaria (1).JPG

Po drodze na lotnisko odwiedziliśmy znajomych, u których zostawiliśmy samochód i którzy odwieźli nas na lotnisko. Dziękujemy bardzo...!!!
Na JFK spotkała nas bardzo niemiła niespodzianka. Dowiedzieliśmy się, że my mamy standby bilet i że lot jest pełny i możemy nie lecieć. Co?!? Taka była nasza reakcja. My nie mamy standby biletu tylko normalny bilet. Wiadomo jest on tańszy niż inne bilety bo to jest taryfa ulgowa dla travel agent, ale nadal to nie jest standby.
Oczywiście nie dało się tego wytłumaczyć głupiej babie i zostaliśmy skierowani do jej przełożonej. Ta, jeszcze głupsza i wredniejsza nawet nie chciała czytać naszej rezerwacji tylko powiedziała, że proszę przyjść godzinę przed odlotem i jak będą miejsca wolne to może polecimy. Oczywiście parę razy musiała nam powiedzieć, że lot jest pełny i nie wie co będzie. Nawet jak ja jej mówiłem, że dwa tygodnie temu dzwoniłem do Airberlin potwierdzić naszą rezerwację i dopytać się o szczegóły przewozu nart to wszystko było ok. Mówiła to takim tonem, że aż się zastanawiałem czy ona miała kiedykolwiek jakieś przeszkolenie w obsłudze klienta. Ale co się dziwić, one pracują dla niemieckich linii lotniczych, które słyną z nieuprzejmości. W naszym blogu z Listopada 2014 (Europa, Niemcy) mamy dokładny opis Lufthansy.
Ostatnio dużo latamy, często na zniżkach dla travel agent i nigdy nie było żadnego problemu. Dobrze, że świat się otworzył na wszystkie linie lotnicze i one nie muszą już tylko latać do swojego kraju. Każde linie lotnicze mogą sobie latać po wszystkich lotniskach. Super. Jeszcze rok, może dwa a azjatyckie wielkie ptaki zaleją świat. Już Emiraty latają z JFK do Mediolanu za pół ceny. Nowe samoloty, dużo w środku miejsca, wspaniała obsługa i zadowolona załoga, która z uśmiechem na ustach dziękuje, że jesteś ich klientem. Po prostu azjatycka kultura i uprzejmość.....
O 4:45 ta niemiła osoba nas zawołała i powiedziała, że mamy bilety na samolot do Dusseldorfu i możemy lecieć. Z Dusseldorf do Zurich nie dała nam boardig pass'u bo oczywiście jesteśmy na standby i nie wiadomo czy będą miejsca w samolocie. Tym się już za bardzo nie martwimy bo jak już przeskoczymy dużą kałużę to po Europie zawsze coś lata.

Zostało już pół godziny do odlotu, więc ciężko by było zdążyć jak byśmy musieli czekać w długiej kolejce do przejścia przez bramki. Na szczęście wpuścili nas specjalnym wejściem i już po paru minutach byliśmy po drugiej stronie.
Mieliśmy jeszcze pięć minut do zamknięcia bramki, które wykorzystaliśmy na ważne zakupy w duty free. W Szwajcarii wszystko jest drogie.
Myślałem, że to już jest koniec przygód i siądziemy sobie w samolocie i polecimy.

218196340.jpg

Śmiechu było co nie miara, jak cały ostatni rząd siedzeń był wyłożony torebkami załogi. Naprawdę? Czyli pasażer nie musi lecieć, ale torebka ma mieć wygodne miejsce żeby się nie pogięła. Ale jesteście śmieszni...!!!
Parę minut później załoga zasłoniła wolne fotele kocami aby Stewardesy mogły się przespać w trakcie 6-scio godzinnego lotu.

164152965.jpg

W Maju lecimy do Madrytu liniami Iberia Air, ciekawe jakie tam nas spotkają niespodzianki.
Na szczęście cała reszta przebiegła już bez problemów i właśnie jesteśmy w powietrzu jakąś godzinkę i zabieramy się do obiadu. Niestety Airberlin pakuje maksymalną ilość rzędów do swoich samolotów, więc miejsca na nogi jest oczywiście za mało. Jak w rosyjskim Aeroflocie.
Szybki obiad, nawet im się udało coś dobrego ugotować, drink, tabletka do spania i obudziliśmy się Dusseldorfie.
Nie wiem co to był za kapitan na pokładzie, ale pokonał Atlantyk w ciągu 6:09. Wylądowaliśmy prawie godzinę przed czasem. Chyba najszybciej jak do tej pory udało mi się zalecieć do Europy. W sumie dobrze, bo my jeszcze nie mamy miejscówki na samolot do Zurichu, a teraz mamy więcej czasu to załatwić.

Oczywiście nic nie było czynne poza barami, dlatego nasz pierwszy posiłek w Europie to lany Radeberger. Dobrze, że w Europie nie mają chorych przepisów i piwko można się napić o każdej porze dnia i nocy. Ilonka oczywiście dokonała już lokalnych zakupów i kupiła niemiecki Riesling i do niego Schwarzwälder Schinken
Niemcy to jest jednak pijący naród. Na lotnisku są reklamy, że mają bary prawie koło każdej bramki i możesz pić do ostatniego wezwania na pokład. Myśmy jednak tego nie próbowali z oczywistego powodu, nie mieliśmy jeszcze karty pokładowej.
45 minut przed wylotem poszliśmy się dowiedzieć co z naszymi miejscówkami na samolot. Tym razem uśmiechnięta pani powiedziała, że w Airberlinie się nie lata na stojąco i już miała dla nas przygotowane karty pokładowe. Przynajmniej tutaj była jakaś normalna obsługa.
Udało się. Lecimy do Zurichu. Za godzinę wylądujemy w pięknej Szwajcarii. Moi rodzice właśnie tekstowali do nas, że też startują z Frankfurtu i wszyscy planowo mamy wylądować w Zurichu w podobnych godzinach.
Wylądowaliśmy. Yupiiii.....!!!!!

Szwajcaria (4).JPG

Teraz tylko odebrać bagaże i na pociąg do Zermatt, który jedzie 3 godziny z przesiadką w Visp.
Rodzice też wylądowali w tym samym czasie i wszyscy spotkaliśmy się przy odbiorze bagażów. ​

488071191.jpg

I tu oczywiście Airberlin dał dupy po raz kolejny. Moje nartki nie doleciały. Poszliśmy do biura rzeczy znalezionych i po 15 minutach powiedziano nam, że nie wiedzą gdzie są nasze bagaże. Prawdopodobnie ta głupia baba przetrzymała nas do końca na JFK i już nie zdążyli załadować nart. Najgorsze jest to, że w pokrowcu na narty miałem wiele ubrań narciarskich. Obiecali nam, że nam dowiozą narty do Zermatt jak tylko je dostaną. Narty się wypożyczy, gorzej z ubraniem. W sumie mam stary kombinezon, więc będzie okazja na jego wymianę. Mam nadzieję, że Airberlin odda za to wszystko pieniądze, chociaż oni są słynni ze skąpstwa więc niestety za bardzo na to bym nie liczył. Ale oczywiście będę próbował walczyć o swoje...!!!
Szwajcaria ma bardzo dobrze rozwiniętą sieć kolejową. Pociąg do Zermatt odjeżdża z samego lotniska i jeździ co godzinę. O 11:40 załadowaliśmy się do jednego z nich i udaliśmy się na podróż w głąb kraju. Nie są to japońskie pociągi i nie lecą 300 na godzinę, ale 150 osiągały. Później, w bardziej górzystej części kraju pociąg zwalniał z wiadomej przyczyny. Im dalej na południe tym większe górki się robiły i śniegu przybywało. Przesiadkę mieliśmy w miejscowości Visp i trwała 6 minut.
Z Visp pociąg o nazwie lodowcowy express ( glacier express) wspinał się ostro pod górę przez 45 aż do samego Zermatt.

Co za powietrze, każdy z nas stwierdził po wyjściu z pociągu. Ale tu jest pięknie, co za głęboka dolina, jakie potężne góry.... no po prostu raj...!!!
Najbardziej nas zdziwili ludzie którzy w ubranych butach narciarskich i nartami w ręku wsiadali to tego pociągu, który za chwilę wracał w dół doliny.
Nasz hotel, Amaryllis znajduje się na wzniesieniu we wschodniej części miasteczka i jest oddalony 800 metrów od dworca. Jak już pisałem w Zermatt nie ma samochodów, więc mają małe, śmieszne meleksy którymi rozwożą ludzików. Dobrze, że nie ma tutaj samochodów, bo by chyba na tych wolnych uliczkach się nie pomieściły.

Po paru minutach dojechaliśmy do hotelu. Prawie do hotelu, bo ostanie 200 metrów (700 ft) jest stromo do góry po schodach i musieliśmy wszystkie nasze bagaże tam wynosić. Ale fajne miejsce. Mamy mieszkanie na ostatnim, 3 piętrze z którego jest cudowny widok na miasteczko i na Matterhorn.
W hotelu byliśmy tylko parę minut i ruszyliśmy na miasteczko w poszukiwaniu nart i kombinezonu narciarskiego. W tym bagażu co mi zgubili, oprócz nart miałem też trochę ubrania.
Zakupy się udały, narty wypożyczyliśmy, spodnie narciarskie kupiliśmy i jesteśmy gotowi na jutro na białe szaleństwo.
Podoba mi się jak to miasteczko żyje wieczorami. Bar na barze, koło baru narty oparte o ściany, a w środku wielu narciarzy w butach narciarskich usiłujących tańczyć. To się nazywa apres ski.

Szwajcaria (13).JPG

Te imprezy często trwają do późnych godzin nocnych. Jutro pewnie i my tak będziemy się bawić.
W Zermatt prawie nie ma snowboardzistów, widać, że tutaj jest tak jak w Chamonix. Miasteczka w których narciarstwo się rozpoczynało i jest tak głęboko zakorzenione snowboardziści raczej nie mają prawa bytu.
Kupiliśmy trochę wspaniałych szwajcarskich serów i rodzice przywieźli wiele wędzonych wędlin z wędzarni z Brodów (dziękujemy bardzo) i mieliśmy wspaniałą kolacje w naszym mieszkaniu w Zermatt.

611784908.jpg

Przy kolacji zrobiliśmy wiele planów na jutrzejszy dzień. Miejmy nadzieje, że siła i pogoda dopiszą i będziemy mieć pierwszy, wspaniały dzień w szwajcarskich Alpach...

Read More