Traveling - it leaves you speechless, then turns you into a storyteller.

Szwajcaria Darek Szwajcaria Darek

2015.03.05 Zermatt, Szwajcaria (dzień 5)

Czwartek, nasz przedostatni dzień w Zermatt. Standardowe, szybkie śniadanko w domu i do roboty. Górki czekają. Po dojechaniu do głównej bazy małe rozczarowanie. Większość wyciągów zamknięta. Wiatr.

306835865.jpg

Jeżdżenie w wysokich górach ma też jednak jakąś wadę. Pogoda. Czasami, jak dzisiaj, może nie współpracować z narciarzami. Potężny wiatr, który zamknął całą Cervinie i sparaliżował większość ciekawszych terenów w Zermatt. Było też zimno, na małym Matterhornie (gdzie wyjeżdża kolejka) było -24C i wiatr wiał z prędkością ponad 50 km/h. Temperatury nie są dużym problemem, przecież mam kurtkę. Natomiast, silny, porywisty wiatr, który będzie rozbijał krzesełka i gondole o słupy może stanowić "małe" zagrożenie.
Nie ma się co zamartwiać, tylko jechać w góry gdzie się da i tam się coś wymyśli. Wziąłem Matterhorn expres, ale tylko dojechałem jeden przystanek, do Furi. tam się przesiadłem na inną gondolę, która jechała bardzo powoli, ale do przodu. Wyjechałem na Trockener Steg (2939m.). Wszystko dalej było pozamykane. Wiadomo, dosyć dobrze wiało.
Plusem wiatru było to, że wygonił chmury z Monte Rosa i w końcu mogłem zobaczyć ten piękny szczyt, z którego wiatr zwiewał śnieg, tworząc chmurę śnieżną.

Szwajcaria (141).JPG

Ale tam, w rejonach szczytów musi wiać, że śnieg odlatywał na dziesiątki kilometrów. Dzisiaj, chyba żaden człowiek nie wspinał się na ten szczyt. Chociaż jest to najwyższa góra Szwajcarii (4634m.) to nie jest tak trudna i techniczna jak Matterhorn, który też troszkę "dymił". Matterhorn, jest bardziej stromy, więc o wiele mniej śniegu przykleja się do jego ścian.

Ze względu na wiatr i temperaturę, długo nie można się było przypatrywać temu zjawisku i trzeba było jechać na dół. Chciałem się rozgrzać, więc wybrałem trudny zjazd, poza trasami i po paru minutach już sobie rozpinałem kurteczkę. ​

Szwajcaria (190).JPG

Na dole, w Furi było już cieplutko.
W Zermatt widuje się ludzi, którzy ubiorem i sprzętem odbiegają od reszty towarzystwa. Mówię tu o uprzężach, czekanach, linach, beacon, plecakach z uchwytami na narty.......
Dzisiaj było ich jakoś więcej. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że górne wyciągi były zamknięte i mieli cały obszar dla siebie. Wyjeżdżali wyciągami najwyżej jak się dało i potem zapinali nartki do plecaka i sobie szli dalej na "spacerek". Fajnie im.......
W związku z zamknięciem górnych wyciągów postanowiłem wyszukiwać ciekawych tras w niższych partiach gór.

201059105.jpg

Zermatt jest potężne, więc trzeba uważać, żeby nie pobłądzić. GPS to jedna sprawa, ale trzeba też używać najważniejszego wyposażenia narciarza, czyli mózgu. Dobrze nie znam tych rejonów, więc starałem się jeździć po śladach lokalnych i jak one mnie wyprowadzały w ciekawe tereny to tam dopiero robiłem zloty w puchu.

966370790.jpg

Nie był to idealny puch. Trochę przewiany, więc był ciężki i musiały być częstsze przystanki. Jeżdżąc tak, odkryłem też ciekawy orczyk, schowany z tyłu za "malutkim" Matterhornem.

Szwajcaria (145).JPG

Fajnie bo było mało ludzi, nie wiało, i dużo ciekawych terenów.

Szwajcaria (148).JPG

Tak, jak pisałem, męcząca jest ta zabawa na tej wysokości i to jeszcze na orczyku nogi nie odpoczywają, więc po paru zjazdach znalazłem świetne miejsce na odpoczynek.

Szwajcaria (149).JPG

Idealnie, nie? Tak sobie siedziałem na ławeczce w słoneczku, popijałem piwko, jadłem kabanosy i wpatrywałem się w ten symbol szwajcarskich Alp. Mógłbym tak siedzieć godzinami, ale niestety nie mogłem bo w tym samym czasie Ilonka......
"Ja miałam w planie wyjechać na Matherhorn Glacier Paradise...niestety jak już Darek wspominał pogoda pokrzyżowała nam plany i zamknęli wyciągi na sam szczyt. Tak więc nici z podziwiania widoków ze szczytów. Jako plan awaryjny miałam odwiedzić Stafel.

Szwajcaria (154).JPG

Darek polecał, że jest tam fajna knajpka i piękny widok na Matterhorn. Bardziej ten widok mnie przyciągnął, niż ta restauracja. Tak więc jak Darek sobie szalał po puchu ja wybrałam się na hike z Furi do Stafel. Jest to jeden z łatwiejszych hików, choć na stronie oficjalnej Zermattu ma on status "średnio trudny". Pewnie dlatego, że trzeba się podnieść 449 m do góry a cała trasa ma 5km długości.

Szwajcaria (151).JPG

W te części Alp trasy są bardzo dobrze oznaczone i na czas zimowy często są to po prostu drogi serwisowe albo inne, szerokie, dobrze zadbane ścieżki. Pierwszą część trasy zrobiłam już w poniedziałek. Tak więc pierwsze 20 minut to był spacerek z lekkim podniesieniem do miejsca gdzie szlaki się rozgałęziają. Do miejsca gdzie parę dni temu idąc z mamą Darka my odbiłyśmy na prawo na Zermatt a teraz szłam prosto wzdłuż rzeki.

846972025.jpg

Tutaj trasa zaczęła się podnosić do góry i już do samej restauracji szło się powoli do góry. Mniej więcej w połowie drogi z Furi do Stafel znajduje się tama i elektrownia wodna. Oni wiedzą jak wykorzystać topniejący śnieg i do tego zabezpieczyć miasto przed powodziami w okresie roztopów. Po wielkości tamy można wnioskować, że troszkę wody tam przybywa.

680897899.jpg

Zaraz za tamą jest tunel, w którym jest rozgałęzienie i można wejść na samą tamę. Niestety dziś opcja ta była zamknięta. Jednak zaraz po wyjściu z tunelu moim oczom ukazało się niesamowite zjawisko. Woda i lód stworzyły coś na kształt wodospadu. Z jednej strony woda z gór spływała przygotowanym, betonowym korytem a z drugiej lód zrobił ściany lodowe które odbijały tą wodę....niesamowite co przyroda może zdziałać i jak takie rzeczy kryją się w najmniej spodziewanych miejscach.

Szwajcaria (163).JPG

Jak się okazało godzinę oni przewidują na dojście do miasteczka Stafel a nie do samej restauracji. Ciężko Stafel nazwać miasteczkiem czy wioską. Tam jest domów pięć na krzyż i pomimo, że widać, że domy są zamieszkane bo mają np. telewizję satelitarną to na sezon zimowy były całkiem wymarłe.

Szwajcaria (162).JPG

Po przejściu wioski zaczęłam się zastanawiać czy dobrze idę bo pomimo, że trasa nadal była ładnie wydeptana to znaki przestały pokazywać Stafel. W końcu po około 1h15 minutach zobaczyłam znak Restauracja StafelALP mówiący, że mam zakręcić w lewo...a potem znów w lewo...czyli zrobiłam małe kółeczko aby dojść do punktu docelowego. Ale trasa tak prowadziła i nie dziwię się bo mała przepaść wyrosła między rzeką a restauracją. Tak więc w końcu dotarłam do restauracji..
Trasę zdecydowanie polecam. Jest krótka, łatwa a widoki ma super. Wiadomo nadal nie jest to Glacier Paradise i ciężko to nazwać hikiem tylko małym spacerkiem ale zdecydowanie warta przejścia w jakiś lżejszy dzień"
Ta restauracja StafelAlp znajduje się jakieś 10 minut na nartach od mojej ławeczki, więc jak Ilonka powiedziała przez walkie-talkie, że jest około 10 minut od niej, zjechałem w dół ją przywitać.

453160115.jpg

Idealnie udało nam się to zsynchronizować w czasie i w tym samym momencie pojawiliśmy się na tarasie widokowym. Ilonka weszła w rakach, a ja w butach narciarskich.

Szwajcaria (155).JPG

Oczywiście taras był pełen ludzi, siedzieli, jedli, pili, opalali się......... Restauracja ma też miejsce w środku, ale oczywiście było puste. No bo kto by tam siedział jak jest tak pięknie na zewnątrz. Wiedziałem, że już więcej za bardzo nie będę dzisiaj jeździł, więc posiedzieliśmy tam sobie dłuższą chwilkę próbując lokalnej kuchni. Oczywiście ser fondue musiał być. ​

Szwajcaria (157).JPG

Wracaliśmy już Ilonki trasami. Było ciekawie, bo czasami musiałem jakimiś tunelami przechodzić....

Szwajcaria (164).JPG

.... a czasami po domkach sobie pojeździć.

Po około godzinie dotarliśmy do Furi, gdzie Ilonka zjechała gondolą a ja na nartach do Zermatt. Dzisiaj postanowiliśmy troszkę pomieszkać w naszym mieszkaniu, więc dzielnie omijając wszystkie bary pełne narciarzy wylądowaliśmy na naszym balkonie.

Miło się siedziało, podziwiało zachód słońca i wspominało kolejny wspaniały dzień w Zermatt. Który może na początku się nie zapowiadał rewelacyjnie, ale jak to mówią, co się źle zaczyna, dobrze się kończy.

281373726.jpg

Kolacja też był domowa. Trzeba w końcu próbować tych szwajcarskich serów z dobrym winkiem.

246382139.jpg

Jutro już będzie nasz ostatni dzień w górach. musimy go wykorzystać na maxa. Mamy ciekawe plany. Miejmy nadzieję, że pogoda nie pokrzyżuje nam planów.
Na koniec nie mogliśmy się oprzeć i musieliśmy zrobić zdjęcie Matterhornu nocą...zwłaszcza, że dziś niebo jest czyściutkie. Zapowiada się ładna pogoda na jutro. A teraz czas spać....tak jak poszedł spać Matterhorn.

Szwajcaria (170).JPG
Read More
Szwajcaria Ilona Szwajcaria Ilona

2015.03.04 Berno, Szwajcaria (dzień 4)

Szwajcaria nie ma swojej własnej stolicy....tak też jestem tym mega zaskoczona ale taka jest prawda. Największe miasto to Zurich natomiast siedziba rządu to Berno. Można więc uznać Berno za stolicę choć formalnie podobno nigdzie prawnie nie jest ona ustalona.

436548855.jpg

Tak więc będąc po raz pierwszy w Szwajcarii nie mogłam nie odwiedzić tego miejsca. Zwłaszcza, że uwielbiam odwiedzać nowe miasta. Chyba mi to pozostało po delegacjach jakie miałam we wcześniejszej firmie. Uwielbiałam uczucie, kiedy przyjeżdżałam/przylatywałam do nowego miasta. Byłam sama i próbowałam się rozeznać gdzie jest co. Czasem służbowo wracałam do tych samych miast ale nadal było coś do odkrycia....coś lokalnego.
Tak więc ponieważ dziś w Zermatt pogoda była taka sobie postanowiłam wsiąść do pociągu byle jakiego (no może nie tak byle jakiego) i odwiedzić Brno.

684349167.jpg

Z Zermatt do Bern jedzie się 2,5h. Trzeba się przesiąść w Visp ale na szczęście pociągi są bardzo dobrze skoordynowane i na przesiadkę ma się nie więcej niż 10 minut. Do Visp jedzie Glacier Express który potem kontynuuje drogę aż do St Moritz. Cała długość trasy ma 291 km a podróż zajmuje 8h. Podobno jest to najbardziej widokowy, popularny pociąg w Szwajcarii. W sezonie letnim trzeba na niego robić rezerwację na przód bo chętnych jest wielu. Ja pokonałam tylko mały kawałek tym pociągiem. Widoki były fajne ale szczerze to wolę być wysoko w górkach i nie było dla mnie żadnego WOW....jeśli chcesz zobaczyć fajne górki oczywiście najlepiej na nie wyjść ale jeśli nie jesteś górołazem to akurat w Szwajcarii mają bardzo dużo kolejek na szczyty górskie skąd można podziwiać widoki. Drugi pociąg z Visp do Brna to już ekspres, który jechał większość w tunelach ale czasem i tak nie pokonał pociągu Frankfurt-Kolonia czy Japońskich Shinkansen'ów.

156123152.jpg

Berno słynie głównie ze swojego starego miasta, które jest w czołówce dziedzictwa UNESCO. W 1405 roku miasto, wówczas drewniane, spłonęło doszczętnie i zostało odbudowane. Tym razem do budowy użyli piaskowca.

432053754.jpg

Dworzec główny oczywiście jest zaraz przy starym mieście więc nie miałam problemu z trafieniem. Nie miałam, żadnego planu....miałam ochotę powłóczyć się z aparatem po mieście i zobaczyć czym mnie zaskoczy przez najbliższe 4h. i szczerze.....troszkę mnie rozczarowało

497913760.jpg

Zdecydowanie można nazwać to Europejskim miastem z dużą ilością kamienic i ulicami wybrukowanymi kocimi łbami. Kamienice przypominają jednak te z ul.Krakowskiej w Krakowie. To znaczy mają dużo arkad a samo wejście jest schowane. W przejściu pod Arkadami. Ma to swój urok ale niestety 95% lokali zostało zajętych przez sklepy z ciuchami albo zwykłe sklepy spożywcze. Brakowało mi małych klimatycznych kafejek gdzie można wstąpić na kawę i ciacho. Drugim minus dostali za ulice....teoretycznie ludzie chodzili po ulicach i nikt się nie czepiał ale tramwaje i taksówki nadal jeździły po tych ulicach. Jeździły wolno ale i tak trzeba było uważać. Myślę, że to i pogoda sprawiły, że brakowało ulicznych grajków.

923175549.jpg

Zaplusowali mi detalami....co jakiś czas na ulicy pojawia się mała fontanna która zawsze ma jakąś figurkę, to samo z kościołem czy innymi elementami dekoracyjnymi.

253358584.jpg

Bardzo ciężko mi opisać to miasto....mam jakiś taki niedosyt...może miasto było “uśpione” z powodu sezonu albo środka tygodnia, ale przecież w Krakowie czy Pradze ludzie są zawsze. Może nie jest to tak popularna destynacja turystyczna jak Wiedeń czy wspomniane wyżej miasta i dlatego tłum turystów nie zalewa miasta....pewnie to i dobrze. Zauważyłam również, że było stosunkowo mało sklepów z pamiątkami....chyba więcej było McDonalds niż sklepów z pamiątkami. Więc pewnie turystów tu za dużo nie mają. A'propo McDonalds....rzuciła mi się w oczy cena nowej kanapki...reklamowali jakąś tam nową kanapkę i zobaczyłam jej cenę....było 7.30 CHF...samej kanapki...WOW...ja wiedziałam, że w Europie McDonald wcale nie jest tani ale jakoś po pobycie w NY ta cena mnie zaskoczyła....może i dobrze, przynajmniej dlatego nie ma tak dużo grubych ludzi w Europie.

989034057.jpg

Poszwendałam się po mieście, zobaczyłam kościół i ratusz. Powinnam jeszcze zaglądnąć do lokalnego baru aby "zaliczyć" miasto ale jakoś żaden mnie nie zachęcił. Wiec wróciłam do Zermatt tą samą drogą.

Read More
Szwajcaria Darek Szwajcaria Darek

2015.03.04 Zermatt, Szwajcaria (dzień 4)

Kolejny dzień na nartach. Niestety dzisiaj już zostałem sam w górach. Tata z mamą wrócili do Polski, a Ilonka pojechała pociągiem do Berna.
Postanowiłem cały dzień spędzić w rejonach Matterhorn (Matterhorn glacier paradise) i jak otworzą wyciągi na szczyty to zjechać do Włoch.
W Zermatt wybudowali ciekawą gondolę. Zaczyna się w Zermatt (1620m) i wyjeżdża aż do Trockener Steg (2939m), gdzie znajduje się lodowiec Theodul i wspaniałe tereny narciarskie. Gondola, jak gondola, nie miałaby nic w sobie specjalnego gdyby nie możliwości przesiadek. Ma aż sześć przystanków, gdzie można się przesiadać na inne wyciągi, iść do baru, albo po prostu wysiąść i zjechać na dół.
Ja, po sprawdzeniu, że wszystko w górach jest czynne postanowiłem jechać do końca, na lodowiec.
Jechałem jakieś 25 minut i pokonałem ponad 10 km. Myślałem, że jak wysiądę to już będzie słoneczna pogoda. Niestety, słońce się czasami przebijało przez potężne opady śniegu. Ale słabo to mu wychodziło.

519698921.jpg

Nie jest źle, przynajmniej będzie dużo puchu, tak sobie pomyślałem i zapakowałem się na chyba jeden z najdłuższych orczyków (T-bar) na świecie. GPS mi powiedział, że jechałem nim przez 4 kilometry, 15 minut i wyjechałem do góry 550 metrów.

Szwajcaria (106).JPG

Tylko 550 metrów, nie jest to dużo jak na taką odległość. Ale dobrze, że nie było stromo, bo im stromszy lodowiec tym jest bardziej spękany i narciarstwo na nim staje się niemożliwe.

Szwajcaria (123).JPG

Dalej niestety nie było słoneczka. Robiło się coraz jaśniej, ale dalej śnieg sypał.
Ale była zabawa. Cisza..... Jadąc na nartach nic nie słyszałem. Żadnego haratania nart o nic twardego. Klasyka. Tak bym mógł jeździć cały dzień. Czasami śnieg po kostki, a czasami po kolana, który przy większych prędkościach aż uderzał mnie pod szyje. Czasami wyjeżdżałem na stromsze odcinki, żeby się pobawić w puchu przy większych prędkościach. Oczywiście jechałem po śladach ludzi, bo nie miałem przewodnika i bałem się o szczeliny lodowcowe.

Szwajcaria (124).JPG

Obserwowałem lokalnych jak się bawią na ścianach w głębokim puchu. Bardzo płynnie im to szło. Więc ja za nimi, ale mi to już tak idealnie nie wychodziło. Wiadomo, zjechałem na dół, ale nie takim stylem, który by mnie zadowalał.

Szwajcaria (126).JPG

Oczywiście nie miałem nart na puch, ani też nie mam super nóg i nie jeżdżę 200 dni w roku na nartach. Aklimatyzacja (a raczej jej brak) też na pewno dorzuciły swoje dwa grosze.
Zawsze chciałem się super nauczyć jeździć w puchu. Niestety w Stanach na wschodnim wybrzeżu puchu jak na lekarstwo, więc nie ma gdzie praktykować.
Muld nie lubię, a ubity teren mam już dobrze opanowany, zresztą on się szybko nudzi i jest niebezpieczny. Za duże prędkości...!!!
Mam w planie w najbliższej przyszłości zrobić jakiś tygodniowy kurs jeżdżenia w puchu. Gdzieś w odludnej British Columbia tydzień z instruktorami był by wypasem. Czy ktoś też się chce nauczyć bawić w puchu?
Pogoda się popsuła i widoczność spadła prawie do zera.

Szwajcaria (109).JPG

Im wyżej tym większa szansa na słoneczko. Postanowiłem wyjechać najwyżej jak można, czyli na Klein Matterhorn (3883m). Najwyżej jak można wyjechać w Europie kolejką.
Niestety, tutaj też jeszcze dochodziły chmury. Przebijały się na przemian ze słońcem, ale to nie było to co bym chciał.

Szwajcaria (113).JPG

Lubię być w wysokich górach nad chmurami. Wszystko jest pokryte białym oceanem, a pojedyncze szczyty wystają jak wyspy.
Cóż, czas na Włochy....

Szwajcaria (107).JPG

Cervinia jest mniejsza niż Zermatt, ale też ciekawa. Dużo rożnego rodzaju terenu, wiele wyciągów, szerokie pola do zabawy. No i oczywiście widać Matterhorn z drugiej strony.

922585085.jpg

Zjechałem parę razy, ale musiałem się zbierać do Szwajcari bo wiatr się wzmagał i jak zamkną wyciągi na przełęcz to już nie wrócę. Będę musiał czekać do jutra. Główną kolejkę na przełęcz już wstrzymali ze względu na wiatr, więc "uciekłem" z Włoch krzesełkami. Musiałem wsiąść aż 5 wyciągów krzesełkowych, żeby wyjechać na przełęcz.

373173735.jpg

Uffff.... Udało się. Jestem znowu w domu. Pobawiłem się jeszcze trochę w puchu, trochę na trasach i postanowiłem zjeżdżać do Zermatt, do którego miałem jeszcze kawałek.

Szwajcaria (63).JPG

Przy zjeździe na dól zachodzące słoneczko ładnie oświetlało Matterhorn, więc oczywiście robiłem wiele przystanków na super fotki.

Wracam do naszego hotelu, a tu widzę moje nartki za zewnątrz, oparte o ścianę. Yupiiiiii.....!!!!! W końcu.... Airberlin jesteś najlepszy. Przywiozłeś mi nartki trzy dni później.
Poszedłem do wypożyczalni, oddałem im nartki, wziąłem rachunek, żeby go wysłać do Airberlin. Wyślę im też za nowy kombinezon. Ciekawe co zrobią...
Przy okazji zrobiłem sobie pełny serwis moich nart, bo chyba nie był robiony w tym sezonie.
W tym czasie Ilonka wróciła z Berna i poszwendaliśmy się po miasteczku.

Szwajcaria (131).JPG

Jak to zwykle bywa, swoim magnesem przyciągnęła nas knajpa Brown Cow Pub, który znajduje się w Hotel Post. W tym hotelu jest 5 barów i 3 restauracje, także jest w czym wybierać, ale nasz wybór i nasz hamburger był chyba najlepszy. Polecamy swiss burger z kiszoną kapustą.

Szwajcaria (134).JPG

Była idealna pogoda, gwieździste niebo, -11C.... Idealna, do wypicia dobrego winka na balkonie z pięknym widokiem.

Szwajcaria (136).JPG

Podsumowanie dzisiejszego dnia:

175511499.png
Read More
Szwajcaria Darek Szwajcaria Darek

2015.03.03 Zermatt, Szwajcaria (dzień 3)

Dzisiejszy wpis będzie krótki, bo dzień był bardzo długi. Wczoraj wieczorem w barze lokalni polecili nam parę barów i dzisiaj odwiedziliśmy dwa z nich. Ponieważ jest to ostatni dzień moich rodziców w Zermatt, więc w barach było dobrze.
Ale od początku.....
Wczoraj (znaczy się już dzisiaj) poszliśmy spać koło drugiej rano z przyczyn czysto technicznych. O 6:30 obudziło nam mocne walenie do drzwi i krzyki, dlaczego jeszcze śpicie jak Matterhorn już wstał. Wylatujemy z Ilonką na balkon i zobaczyliśmy to co raczej utkwi nam w pamięci na długo, albo nawet na całe życie. Najsłynniejsza góra na świecie była oświetlona w promieniach wschodzącego słońca a reszta miasteczka jeszcze spała.

758863996.jpg

Jest to najbardziej fotografowana góra na świecie i wznosi się 3 kilometry (10,000 ft) nad Zermatt.

Szwajcaria (42).JPG

Dzień zapowiadał się wspaniale, więc po szybkim śniadaniu wraz z tatą wyruszyliśmy w góry. Ilonka z mamą postanowiły, że później wyjadą kolejką na Gornergrat. Dojechaliśmy do dolnej stacji kolejek i tu wspaniała wiadomość, dużo wyciągów jest otwartych. Wysoko w górach jest słonecznie i lekki wiaterek. Parę wyciągów na same szczyty dalej są nieczynne, ale prognozy przewidują, że później mają je otworzyć. Oczywiście lokalni też się dowiedzieli o wspaniałych warunkach i zrobiła się już duża kolejka do pierwszego wyciągu.

Szwajcaria (51).JPG

Tutaj zauważyłem kolejną różnicę między Europą a Stanami. Wczoraj tego nie widziałem, bo było mało ludzi. W Stanach wszystko jest uporządkowane, kolejki poukładane, wszyscy stoją czwórkami do wyciągów. Tutaj to tak jakby każde krzesełko było ostatnim. Ludzie pchają się na chama. Wjeżdżają na twoje narty, przepychają się i oczywiście nie ma nikogo z obsługi kto by to kontrolował. Dokładnie, nawet na orczykach (T-bar) nie ma nikogo. Sam, się obsługujesz, sam łapiesz orczyk i sam się w niego wpinasz. Tak samo przy gondolach, nie ma nikogo z obsługi. Ale co się dziwić, jak lokalne dzieci w szkołach na zajęciach W-F muszą jeździć po lodowcach.
Rozmawiałem z lokalnymi, tutaj każda minuta się liczy i nie ma czasu na następne krzesełko. Pytałem się lokalnego ile kosztuje pass na sezon a on się zaśmiał i powiedział, że tu nie ma passu na sezon, tylko jest na cały rok. Tutaj można jeździć na nartach 365 dni w roku. Po wyjechaniu na Trockener Steg ukazał nam się raj. Nazywa się to Matterhorn Glacier Paradise.

Tutaj bawiliśmy się jakoś dobrą godzinkę, było idealnie. Słonecznie, minus parę stopni, przepiękne trasy..... no jak w raju....!!! Chcieliśmy pojechać do Włoch i na mały Matterhorn, ale niestety wiatr był za mocny. Z drugiej strony dziewczyny jechały na Gornegrat i umówiliśmy się tam z nimi koło południa. Żeby tam dojechać to potrzebujesz przynajmniej godzinę jak dobrze jedziesz.
Troszkę pobawiliśmy się w puchu na off piste (poza trasami) i zaczęliśmy jechać w kierunku Gornergrat.

Szwajcaria (87).JPG

Po drodze dla ochłody, pobijaliśmy prędkości na ubitych trasach.

Szwajcaria (120).jpg

Znaleźliśmy fajną trasę, która okrąża Matterhorn i można go zobaczyć z drugiej strony (trasa 52). Ale tam było super. Cisza, spokój, nie ma nikogo..... i potężny Matterhorn który wyrasta ponad dwa kilometry nad tobą.

Szwajcaria (66).JPG

Po dojechaniu do Furi wzięliśmy gondole do Riffelber, a następnie pociąg do Gornergrat i około południa byliśmy już wszyscy razem. Tam jest przepięknie. Znajdujesz się w środku akcji. Lodowce okrążają ciebie z 3 stron i znajdujesz się w cieniu Monte Rosa, najwyższego szczytu Szwajcarii, 4634 m.

663800742.jpg

Po wypiciu piwka i paru pamiątkowych zdjęciach wzięliśmy się do roboty. Wyjechaliśmy na Hohtalli, gdzie znajdują się jedne z trudniejszych tras w Zermatt. Jechaliśmy paroma, ciekawe.......

Szwajcaria (85).JPG

Potem udaliśmy się na Rothorn. Dzisiaj było otwarte. Udało się. Super widoki na cały świat narciarstwa w Zermatt. Tam jest trochę południowych stoków, więc śnieg był trochę podtopiony (ciężki), ale dało się zjechać.

Szwajcaria (89).JPG

Była już 4 po południu, a my tylko po szybkim śniadaniu i paru piwkach, no ale dzisiaj był tak wspaniały dzień, że nie było czasu na tracenie go na jedzenie. Po godzinie wróciliśmy do Furi gdzie nawiązaliśmy kontakt a drugą połową naszej drużyny i za pomocą GPS zaczęliśmy szukać knajpki na apres ski, która wczoraj polecili nam lokalni. Knajpa znajduje się pomiędzy Furi a Zermatt. Nikt dokładnie nie wiedział gdzie jest. Ja z tatą z góry z wyciągu wcześniej ją wypatrzyłem, więc teraz łatwiej było nam tam trafić. A poza tym tłum ludzi świadczy, że to tam. ​

Szwajcaria (94).JPG

W tym samym czasie mama z Ilonką:
"Nasz dzisiejszy dzień minął pod tematem Gornegrat. Wyjechałyśmy kolejką na samą górę, pochodziłyśmy po platformach widokowych podziwiając widoki i spotkaliśmy się z chłopakami.

Kiedy po małej przerwie oni uderzyli z powrotem na trasy narciarskie my z mamą poszłyśmy do pociągu. Jednak tym razem nie wzięliśmy go prosto do Zermatt. Na blogach i innych portalach często polecali aby wysiąść na stacji Rotenboden i zejść sobie na dół do Riffelberg aby znów wziąć pociąg Gornegrat. Dla bardziej zaawansowanych można tą trasę zrobić w drugim kierunku. Na szczęście bilet na pociąg pozawala Ci wysiadać na każdej stacji tak więc można sobie robić przerwy na podziwianie widoków.

Szwajcaria (80).JPG

Trasa Rotenboden-Riffelberg jest trasą wyznaczoną tylko dla pieszych. Bardzo szeroka, miejscami stroma ale z pięknymi widokami. Bardzo ładnie prezentuje się Matherhorn a my cały czas byłyśmy otoczone pięknymi górami.

Szwajcaria (83).JPG

Po około godzinie dotarłyśmy do Riffelberg skąd wzięłyśmy pociąg na dół do Zematt. Już nam się troszkę przysypiało bo po pierwsze wysokość i niskie ciśnienie nas osłabiały a po drugie dość intensywne dni ostatnio mamy. Znalazłyśmy jeszcze jednak siłę aby wziąć autobus pod kolejkę do Furi i tym razem na nóżkach wyjść na górę do baru Hennu Stall w której mieliśmy się spotkać z chłopakami. Jedyna znana nam trasa była przez nartostrady. Tak więc zaopatrzone w raki i raczki ruszyłyśmy do góry. Było dość stromo a narciarze jeździli jak oszalali. Ale nie poddałyśmy się i doszłyśmy na górę. Idąc pod górę zobaczyliśmy łagodniejszą trasę obok, tylko dla pieszych. Którą planowałyśmy wziąć w drodze powrotnej. Mamusia powiedziała, że nie ma szans, że będzie schodziła na dół trasą narciarską więc się ucieszyła, że jednak jest inna opcja."
Tak więc dzięki walkie-talkie i GPS udało się. Znaleźliśmy Hennu Stall, miejsce gdzie lokalni spotykają się po nartach.

320156877.jpg

Super miejsce, pełne ludzi, głośnej muzyki i dobrej atmosfery. Wszyscy w butach narciarskich tańczący na podestach, stopniach i czym się dało. Spodobały nam się narty do picia shootów. Kilkanaście małych szklanek podawanych na jednej narcie, która miała otwory, żeby nie pospadały. Klasyka.....!!!
W Szwajcari do picia piwa i wina wystarczy 16 lat i nikt oczywiście nie sprawdza ID, widać, że tu nie mają prohibicji. Nawet te dzieci bardzo nie rozrabiały jak były pijane, przynajmniej myśmy tego nie widzieli.
Po paru piwach zjechaliśmy na dół do Zermatt. Dziewczyny zeszły w rakach.

Po zjechaniu na dół udaliśmy się do kolejnego apres ski baru i też było ciekawie. Oczywiście obowiązkowo jak wszyscy, w butach narciarskich.

Szwajcaria (103).JPG

Pożegnalny wieczór z rodzicami był w fajnej lokalnej restauracji przy pysznym jedzonku. Jutro rodzice wracają do Polski, a my jeszcze zostajemy na parę dni. Ilonka będzie pewnie zdobywać kolejna miejsca, a ja będę odkrywał ciekawe zakątki tych wspaniałych Alp.
Wracam do domu dalej żegnać się z rodzicami.

Szwajcaria (105).JPG

Dzisiejszy dzień uważamy za udany. Dobra pogoda i wiele wspaniałych zjazdów.

304391670.png

Z ciekawostek muszę dodać, że jak tu byłem kilkanaście lat temu, to się zastanawiałem, jak może whisky zamarznąć w zamrażalniku. Nigdy więcej tego nie doświadczyłem, aż znowu do przyjazdu tutaj. Znowu nam Jameson zamarzł. Nie zamarzł na kość, ale był gęsty jak miód. Co oni tu mają za lodówki.......?

Read More
Szwajcaria Ilona i Darek Szwajcaria Ilona i Darek

2015.03.02 Zermatt, Szwajcaria (dzień 2)

OK, przyznam się bez bicia, że nigdy nie byłam w Europejskim resorcie narciarskim. Darek wiele razy mi powtarzał "Ilonka Europa to nie Stany... to jest całkiem inny styl jeżdżenia na nartach...mówię Ci to jest inny świat." Szczerze... nie do końca mu wierzyłam. No bo dlaczego Szwajcaria ma się różnić od Vail. OK, górki są lepsze i gorsze ale przecież cała infrastruktura powinna być podobna. Upssss... jak bardzo się myliłam....

907068860.jpg

Największa różnica jaka mnie zaskoczyła to czarne barany....w Europie ludzie najpierw mieszkali w okolicach wielkich gór, które potem przekształciły się w wielkie resorty narciarskie. Tak więc ogródkiem dzieciaków był Matterhron a nie jakaś górka na Bukowiu. Na szczęście my w rodzinie też mamy prawdziwego narciarza, który sam sobie robił narty i zjeżdżał z pobliskiej górki, tak samo jak dzieciaki w Zermatt. Jedyną różnicą jest, że dla dzieci w Zermatt lokalna górka to Matthernhorn a dla Tatusia to Chorzyny....a skąd czarne barany? Oczywiste, że ludzie, którzy mieszkają w górach potrzebują mleka, wełny itp....tak więc hodują i pasą zwierzęta. Te pozostałości...te stare domki, zagrody ze zwierzętami i ludzie którzy sami sobie robią narty pozostało do dziś. Tak więc skoro góry pozostały dla mieszkańców a nie dla nowych super wypasionych hoteli to można chodzić gdzie się chce, jeździć gdzie się chce....i ogólnie robić co się chce. Od czasu do czasu pojawia się tylko znak "tam, kierunek Zermatt". Nie wspomnę już o restauracjach, które są prawie w każdym domku, który tu się ostał.

239175689.jpg

A jak to widzi Darek z perspektywy narciarza:
"Czym się różni narciarstwo w Alpach a Stanach? Gdzie jest lepiej? Gdzie są lepsze tereny i gdzie się narciarz lepiej wyjeździ?
Na te pytania nie ma prostej odpowiedzi. To zależy od wielu rzeczy. Narciarstwo w Europie i Stanach jest po prostu inne, odmienne. Oczywiście porównuje tutaj Alpy do gór skalistych a nie do narciarstwa na wschodnim wybrzeżu w Stanach, które niestety daleko ma do światowej czołówki. Ze względu na brak odpowiednich gór czy dobrego śniegu.
Tak jak pisała Ilonka. Ludzie tutaj żyją narciarstwem, wszystko się koło tego kręci.
Alpy są troszkę wyższe niż góry w Colorado czy Utah i też mają głębsze doliny, więc różnica wzniesień jest większa. Dzisiaj zjechaliśmy "tylko" 8 razy a i tak wyszło ponad 5000 metrów (16000 ft.) różnicy wzniesień. Co przy pierwszym dniu na takich wysokościach i trudnych warunkach (mocny wiatr, słaba widoczność) uważam za dobry wynik.

Szwajcaria (21).JPG

Ludzie tutaj żyją w górach. Koło tras narciarskich jest wiele restauracji, barów, hoteli gdzie można się zatrzymać na chwilkę albo dwie. Są takie odległości, że raczej narciarze nie zjeżdżają na dół na lunch tylko spędzają cały dzień w górach.
Tutaj też nie ma tylu zakazów co w Stanach. Jedź na nartach gdzie chcesz, tylko pamiętaj, że jak wyjeżdżasz z trasy to masz zupełnie nie sprawdzany przez patrol teren i możesz trafić na przepaści, albo innego rodzaju przeszkody. Czy to jest dobre czy złe? To zależy jak bardzo odpowiedzialny jest narciarz, a także jakie ma umiejętności.

Szwajcaria (36).JPG

Tutaj też nie widziałem ludzi którzy słabo jeżdżą na nartach. Prawie wszyscy śmigali jak by się urodzili z nartami. To nawet widać na wyciągach. Ani raz wyciąg się nie zatrzymał bo narciarz nie umiał wsiąść albo wysiąść. Wiadomo, ludzie (tutaj dzieci) muszą się gdzieś uczyć jeździć. Pewnie to robią na dole, wyjeżdżają w góry jak już coś potrafią.
Warunki narciarskie są tutaj trudniejsze niż w Stanach. Trasy są gorzej przygotowane i mało ubijane. Co w sumie ma sens, bo raj dla dobrych narciarzy. To nie jest jazda po trasie równej jak stół, ale zabawa w puchu, albo wyszukiwanie sobie ciekawych odcinków. Tras wytyczonych tutaj jest mało. Tylko 360 km. Może to brzmi dużo ale w skali całego resortu to jest niewiele. Większość jest to jazda po off pistes (poza trasami), gdzie można spotkać wszystko i wszędzie. Trzeba uważać.

Szwajcaria (15).JPG

Prawie cały resort jest położony powyżej górnej granicy lasów. Coś jak back bowl w Vail tylko na większą skalę. Więc z wynajdywaniem sobie ciekawych tras nie ma żadnego problemu.
Prawie każdy tutaj jeździ z plecakiem. Rozumiem to, bo ja też z reguły jeżdżę z plecakiem. Tutaj to jest chyba jeszcze bardziej oczywiste, bo są za duże różnice temperatur i za duże odległości żeby się po coś wracać do samochodu czy hotelu.

147157669.jpg

No i oczywiście brak snowboardzistów, z wiadomych przyczyn. Dziadek i ojciec aktualnego narciarza nie jeździł na snowboardzie, bo w tamtych czasach go po prostu nie było. Oczywiście góry nie należą tylko do narciarzy. Spotykam tutaj o wiele więcej ludzi idących do góry w różnego rodzaju sprzęcie. Wiadomo, trochę to utrudnia jazdę jak idą większą grupą do góry po wąskich trasach, ale dlaczego ludzie mają mieć zakaz chodzenia po swoim podwórku.
Czy ja wolę jeździć w Alpach czy w Stanach? Ja lubię odkrywać nowe miejsca, więc staram się wszędzie pojechać jak tylko mam takie możliwości. Narciarstwo to nie tylko Stany czy Europa. Jest wiele pięknych resortów narciarskich na całym świecie i mam nadzieję że kiedyś je wszystkie odwiedzę. Jak na razie jeździłem w resortach na czterech kontynentach i jest jeszcze wiele do odkrycia..."

157774482.jpg

Natomiast ja dzisiejszy dzień spędziłam na rozeznaniu terenu. Miałam nadzieję wyjść/wyjechać na Schwartzsee....teoretycznie krótki spacerek a mamusia miała wyjechać do Schwarzsee i tam miałyśmy się spotkać na jakimś winku. Niestety pogoda i wiatr pokrzyżowały nam plany. Wyjazd był możliwy tylko do Furi czyli połowa drogi do Schwarzsee. Niestety reszta wyciągów była zamknięta ze względu na pogodę i mocny wiatr (60 km/h). No to z dwojga złego wybrałyśmy Furi. Stwierdziłyśmy, że wyjedziemy tam i potem zobaczymy co dalej. Dobra wiadomość była, że tam są restauracje czyli jest się gdzie zagrzać. Wyjechałyśmy a tu niespodzianka....pogoda wcale nie jest tak zła jakby się wydawało. Tak więc w oczekiwaniu na narciarzy zrobiłyśmy sobie mały spacerek i poznałyśmy lokalnego tygrysa.

Szwajcaria (24).JPG

Kotek łasił się do wszystkich i był chętny do zabawy nawet ze śniegiem. Tak, to była chwilowo nasza najlepsza atrakcja. Po paru minutach dojechali do nas chłopaki (tatuś+Daruś) i wszyscy w czwórkę zrobiliśmy sobie przerwę na piwo. W między czasie Darek:
"Dzisiejszy, pierwszy dzień na nartach chcieliśmy potraktować luźniej.
Rano wzięliśmy autobus spod naszego hotelu i po 5 minutach dojechaliśmy do głównej bazy. Odebraliśmy nasze bilety i poszliśmy zobaczyć co się dzieje w górach. Mają tam taką dużą tablicę informacyjną gdzie jest wszystko napisane o każdym wyciągu. I tu wielkie rozczarowanie, w górach jest potężny wiatr i są pozamykane górne wyciągi.

Szwajcaria (17).JPG

Trochę nas to zdziwiło, bo tutaj na dole ani jeden listek na drzewie się nie rusza. Ale nic, jedziemy na w górę, dokąd się da. Chcieliśmy wyjechać na Matterhorn glacier paradise i potem do Cervini do Włoch.

282391081.jpg

Pierwsza gondola wywiozła nas do Furi, gdzie dalej było bezwietrznie. Potem kolejką górską wyjechaliśmy ponad 1000 metrów do góry do Trockener Steg. Tam już był inny świat. Wiatr 40-50 km/h i bardzo słaba widoczność. Od tego miejsca zaczynają się lodowce i narciarstwo cały rok. Ale niestety nie dzisiaj. Wszystkie wyciągi w górę były nieczynne.
Długo się nie zastanawiając zaczęliśmy jechać na dół. Cały czas po trasach narciarskich, bo baliśmy się z nich wyjechać ze względu na ograniczoną widoczność i brak znajomości terenu. Myśleliśmy, że sobie wyjedziemy gondolą na Schwarzee, ale niestety właśnie parę minut temu ją zamknęli. Dalej kontynuowaliśmy zjazd na dół. Tatuś powiedział, że trzeba się zagrzać i wybrał czarną trasę.

Szwajcaria (16).JPG

Było nawet ok, chodź czasami stromo, ale dalej byliśmy na trasie. Niekiedy tylko lekko wyjeżdżaliśmy poza żeby się pobawić w nawianym nieźle puchu. Ale blisko trasy bo nie chcieliśmy stracić odblaskowych tyczek z naszych oczów.
Po godzinie znowu znaleźliśmy się w Furi, gdzie już Ilonka z mamą dojechały i mogliśmy sobie zrobić krótką przerwę na piwo."

Szwajcaria (14).JPG

Po przerwie Darek z Tatą uderzyli na Riffelberg a potem Gornergrat.... My z mamusią za to stwierdziłyśmy, że jazda kolejkami jest fajna ale nudna i postanowiłyśmy wrócić na nogach do Zermatt, około 4 km spacerek.

753569733.jpg

Szło się bardzo fajnie bo ubitej i szerokiej drodze. Widać było, że dużo ludzi wybrało tą samą trasę bo im bardziej zbliżaliśmy się do Zermatt to tym więcej ludzi pojawiało się na szlaku.

Szwajcaria (32).JPG

Szlak jest o tyle ciekawy, że przechodzi przez rzekę, która jest zamrożona i ma super lodowe wodospady. Potem trasa przechodzi przez mały skansen...szczerze to nie wiem czy to jest prawdziwe miasteczko czy po prostu zostawili parę domków, które przekształcili na restauracje. W każdym razie nam się bardzo to podobało i spędziliśmy trochę czasu na robienie zdjęć.

Szwajcaria (31).JPG

Potem droga schodziła dość ostro w dół ale nadal widoki były zapierające dech w piersiach. Nawet pomimo wielkiej mgły i wiatru widoki były niesamowite, a śnieg który zwiewał wiatr tylko dodawał uroku.

Szwajcaria (29).JPG

Po około 35 minutach dotarłyśmy do dołu kolejki na Furi i wyruszyłyśmy w kierunku "rynku" czyli głównej ulicy. Tutaj dostaliśmy wiadomość od Darka, że:
"Po przejechaniu się paroma trasami w Gornergrat wszystko tu zaczynali zamykać.

Szwajcaria (19).JPG

Widać było, że chcieli jak najdłużej trzymać wyciągi ale silne porywy wiatru im to uniemożliwiały. Do tego stopnia, że jak jechaliśmy gondolą na Riffelberg to były takie mocne podmuchy wiatru, że się nie dało w niej stać. Było jak na huśtawce. Oczywiście gondola była zatrzymana żeby się nie rozwaliła o słupy.

337342836.jpg

Na Gornergrat wyjeżdża kolej torowa. 3089 metrów. Jest to najwyższa kolej torowa w Europie. Więc jak już pozamykali tutaj wszystkie wyciągi to wyjeżdżaliśmy pociągiem na górę. Oczywiście za chwilę tak zawiało tory, że nawet pług który je odśnieżał nie wydolił.

Szwajcaria (18).JPG

W Zermatt mają jeszcze kolejkę która idzie w tunelu w skale i wyjeżdża na 2288 do Sunnegga. O dziwo w tej części resortu mniej wiało i można tutaj było jeszcze paroma wyciągami pojeździć.

743861132.jpg

Niestety kolej górska na Rothorn nie chodziła, ale i tak odkrywaliśmy ciekawe tereny. Chmury nagle troszkę się rozstąpiły i widoczność była lepsza więc pobawiliśmy się troszkę poza trasami. Ale jednak jak na pierwszy dzień to brak aklimatyzacji dawał się we znaki i trzeba było zwolnić trochę tempa bo brakowało nam tlenu.

958504271.jpg

Jak się zrobiła lepsza widoczność to naszym oczą ukazały się przepiękne tereny, które mam nadzieję jutro zjeździmy.
Około 5pm zjechaliśmy do Zermatt gdzie dziewczyny już na nas czekały."
W czasie kiedy chłopaki gonili się po górkach. My z mamusią łaziłyśmy po sklepach i próbowałyśmy dojść do słynnego sklepu Jack Wolfskin. Wolfskin to jest fajna europejska marka która nigdy nie weszła na rynek amerykański tak więc jest kojarzona tylko z fajnymi ludźmi, którzy jeżdżą po Europie. Niestety nie doszłyśmy do tego sklepu bo znów odezwało się walke-talkie....."zjeżdżamy bo warunki są okropne".

114381843.jpg

Ja wiem, że jak się wyśle kobiety do sklepów to tak jak facetów do baru....żadne nie wie kiedy mija czas. Tak więc około 17 (5pm) spotkaliśmy się z chłopakami przy wyciągu Sunnegga+Rothorn i razem poszliśmy do Jacka Wolfskina zrobić zakupy....yupiiii.....wreszcie udało się kupić Darkowi nową kurtkę.

Szwajcaria (37).JPG

Jak to bywa po każdym zakupie trzeba go oblać w barze. Wylądowaliśmy w barze niedaleko naszego mieszkanka. Już wczoraj widzieliśmy, że było tam wiele nart na zewnątrz więc musi to być dobre miejsce na apres-ski. Bez zastanowienia weszliśmy tam i od razu poznaliśmy lokalnych....tzn.lokalnych, którzy są ze Szwajcarii i przyjechali tylko do Zermatt pojeździć na nartkach. Polecili nam dużo knajpek/restauracji które mamy w planie sprawdzić jutro.

Szwajcaria (40).JPG

Po dwóch piwkach postanowiliśmy jednak kontynuować imprezkę w domku zwłaszcza, że w domu czekały uszka z barszczem i co najważniejsze grzybki i sałatka od cioci Marysi (DZIĘKUJEMY - Są przepyszne!!!! - zwłaszcza Ilonka uwielbia grzybki). Ooooo....prawie bym zapomniała Jeszcze dziś przyszła do nas właścicielka domku i przyniosła nam wino...bardzo miłe powitanie. Super miejsce....bardzo ładne mieszkanko, miła właścicielka i ogólnie wszystko super. Myślę, że na dziś powiemy Auf Wiedersehen.....i pójdziemy spać....jutro kolejny dzień przygód.
ps. właśnie dostaliśmy maila, że Darka nartki właśnie wylądowały w Zurichu. Yupiiii.....
Darek mówił, że woli jeździć na jego nartach niż z wypożyczalni, chociaż ponoć sobie wypożyczył dobre.

321766656.jpg
Read More
Szwajcaria Darek Szwajcaria Darek

2015.02.28-03.01 Zermatt, Szwajcaria (dzień 1)

Pewnego listopadowego, brzydkiego, pochmurnego popołudnia dostałem od mojej żony sms'a, czy nie mamy ochoty polecieć za $400 na narty do Europy. Ja, jako zagorzały narciarz na to pytanie miałem tylko jedną odpowiedź: TAK... SZWAJCARIA...!!!!

863455679.jpg

Znowu linie lotnicze podjęły za nas decyzje. W sumie dobrą decyzje. Bo za cenę biletu na zachód stanów mamy Europę. AirBerlin dał nam opcje przesiadki w Niemczech i w tej samej cenie możemy uderzyć dalej w Europę.
W Europie jest parę krajów gdzie warto rozważyć jazdę na nartach. Szwajcaria, Francja, Włochy i trochę Austrii. Wybraliśmy Zermatt w Szwajcarii. A dlaczego? A dlatego.....
Dlatego, że Szwajcaria jest pięknym krajem. Ilonka nigdy tam nie była, więc wybór był oczywisty, a Zermatt jest jednym z lepszych resortów w Szwajcarii i na świecie. To może troszkę o Zermatt:
Szwajcaria się połączyła z Włochami, tworząc jeden wielki resort. Zermatt i Cervinia. 360 km ( 200 mil) tras narciarskich, i to tylko po trasach. Jest tam też wiele możliwości jeżdżenia poza trasami, po ich ogromnych polach lodowcowych, co tylko zwiększa nasz plac zabaw. Zermatt ma 54 wyciągi.
Jest to małe, górskie miasteczko, które zamieszkuje tylko 5800 ludzi. Położone jest w głębokiej dolinie na wysokości 1620 metrów pomiędzy potężnymi górami.

214065203.jpg

Monte Rosa 4634 m (15,203 ft.), jest to najwyższy szczyt w Szwajcarii i słynnym Matterhorn 4478 m (14691 ft.). W miasteczku jest zakaz poruszania się samochodami, trzeba je zostawić na parkingu w Tasch i dalszą podróż kontynuować pociągiem. Albo zrobić to co my robimy, i wziąć pociąg z lotniska w Zurichu prosto do Zermatt. Miejmy nadzieje, że będzie ładna pogoda, bo pociągi w Szwajcarii jadą przez jedne z najbardziej malowniczych terenów na świecie.

Szwajcaria (5).JPG

Zermatt jako resort narciarski jest na siódmym co do wielkości resortem narciarskim na świecie i nazywa się Matterhorn ski paradise. Oczywiście pierwsze 10 resortów znajduje się w europejskich Alpach. W Zermatt także wyjeżdża się najwyżej wyciągiem w Europejskich Alpach, aż na 3900m (12780 ft) na mały Matterhorn gdzie można jeździć na nartach 365 dni w roku na lodowcach. Stamtąd narciarz ma do wyboru, albo jechać na pizzę do Włoch albo na słynny szwajcarski ser Fondue. Występuje tam też druga co do wielkości różnica wzniesień na świecie i wynosi 2379 metrów (7805 ft.). Pierwsza jest we Francji w Chamonix. Przepiękny zjazd z Aiguille du Midi lodowcu Vallee Blanche. Już to zrobiłem parę lat temu. Dla porównania różnica wzniesień w Zermatt jest dwa razy większa niż w Vail i trzy razy pobija Killington.

976136518.jpg

Oczywiście są tam też bardzo długie trasy. Najdłuższa ma 25km (15 mil). Ciekawe jak długo nią pojadę i ile będę musiał robić przystanków. Narciarstwo w Europie się troszkę różni od amerykańskiego. Tam jak wyjeżdżasz w góry to już tam zostajesz na cały dzień, nie zjeżdżasz na dół. Po prostu jest za daleko. Dlatego pewnie Zermatt ma ponad 50 barów i restauracji w samych górach. Nie licząc oczywiście barów apres ski na dole przy wyciągach.
Dobra, wystarczy tych danych. Musimy się spakować bo za dwie godziny trzeba jechać na lotnisko.
Pakowanie nawet nam szybko poszło i cali szczęśliwi wyruszyliśmy w podróż. Szczęśliwi bo lecimy na fajne nartki i możemy nawet za darmo nartki ze sobą wziąć. Airberlin za przewóz sprzętu sportowego nie pobiera opłat, musi tylko waga być poniżej 50 lb i ma to być jedyny bagaż jaki nadajesz. Już coraz więcej linii lotniczy pobiera opłaty za przewóz sprzętu. W Listopadzie 2014 lecieliśmy do Polski Lufthansą i chcieliśmy przewieź narty. Oczywiście za taką usługę musielibyśmy zapłacić $150 w każdą stronę, mimo że to był jedyny bagaż jaki nadawałem. ​

Szwajcaria (1).JPG

Po drodze na lotnisko odwiedziliśmy znajomych, u których zostawiliśmy samochód i którzy odwieźli nas na lotnisko. Dziękujemy bardzo...!!!
Na JFK spotkała nas bardzo niemiła niespodzianka. Dowiedzieliśmy się, że my mamy standby bilet i że lot jest pełny i możemy nie lecieć. Co?!? Taka była nasza reakcja. My nie mamy standby biletu tylko normalny bilet. Wiadomo jest on tańszy niż inne bilety bo to jest taryfa ulgowa dla travel agent, ale nadal to nie jest standby.
Oczywiście nie dało się tego wytłumaczyć głupiej babie i zostaliśmy skierowani do jej przełożonej. Ta, jeszcze głupsza i wredniejsza nawet nie chciała czytać naszej rezerwacji tylko powiedziała, że proszę przyjść godzinę przed odlotem i jak będą miejsca wolne to może polecimy. Oczywiście parę razy musiała nam powiedzieć, że lot jest pełny i nie wie co będzie. Nawet jak ja jej mówiłem, że dwa tygodnie temu dzwoniłem do Airberlin potwierdzić naszą rezerwację i dopytać się o szczegóły przewozu nart to wszystko było ok. Mówiła to takim tonem, że aż się zastanawiałem czy ona miała kiedykolwiek jakieś przeszkolenie w obsłudze klienta. Ale co się dziwić, one pracują dla niemieckich linii lotniczych, które słyną z nieuprzejmości. W naszym blogu z Listopada 2014 (Europa, Niemcy) mamy dokładny opis Lufthansy.
Ostatnio dużo latamy, często na zniżkach dla travel agent i nigdy nie było żadnego problemu. Dobrze, że świat się otworzył na wszystkie linie lotnicze i one nie muszą już tylko latać do swojego kraju. Każde linie lotnicze mogą sobie latać po wszystkich lotniskach. Super. Jeszcze rok, może dwa a azjatyckie wielkie ptaki zaleją świat. Już Emiraty latają z JFK do Mediolanu za pół ceny. Nowe samoloty, dużo w środku miejsca, wspaniała obsługa i zadowolona załoga, która z uśmiechem na ustach dziękuje, że jesteś ich klientem. Po prostu azjatycka kultura i uprzejmość.....
O 4:45 ta niemiła osoba nas zawołała i powiedziała, że mamy bilety na samolot do Dusseldorfu i możemy lecieć. Z Dusseldorf do Zurich nie dała nam boardig pass'u bo oczywiście jesteśmy na standby i nie wiadomo czy będą miejsca w samolocie. Tym się już za bardzo nie martwimy bo jak już przeskoczymy dużą kałużę to po Europie zawsze coś lata.

Zostało już pół godziny do odlotu, więc ciężko by było zdążyć jak byśmy musieli czekać w długiej kolejce do przejścia przez bramki. Na szczęście wpuścili nas specjalnym wejściem i już po paru minutach byliśmy po drugiej stronie.
Mieliśmy jeszcze pięć minut do zamknięcia bramki, które wykorzystaliśmy na ważne zakupy w duty free. W Szwajcarii wszystko jest drogie.
Myślałem, że to już jest koniec przygód i siądziemy sobie w samolocie i polecimy.

218196340.jpg

Śmiechu było co nie miara, jak cały ostatni rząd siedzeń był wyłożony torebkami załogi. Naprawdę? Czyli pasażer nie musi lecieć, ale torebka ma mieć wygodne miejsce żeby się nie pogięła. Ale jesteście śmieszni...!!!
Parę minut później załoga zasłoniła wolne fotele kocami aby Stewardesy mogły się przespać w trakcie 6-scio godzinnego lotu.

164152965.jpg

W Maju lecimy do Madrytu liniami Iberia Air, ciekawe jakie tam nas spotkają niespodzianki.
Na szczęście cała reszta przebiegła już bez problemów i właśnie jesteśmy w powietrzu jakąś godzinkę i zabieramy się do obiadu. Niestety Airberlin pakuje maksymalną ilość rzędów do swoich samolotów, więc miejsca na nogi jest oczywiście za mało. Jak w rosyjskim Aeroflocie.
Szybki obiad, nawet im się udało coś dobrego ugotować, drink, tabletka do spania i obudziliśmy się Dusseldorfie.
Nie wiem co to był za kapitan na pokładzie, ale pokonał Atlantyk w ciągu 6:09. Wylądowaliśmy prawie godzinę przed czasem. Chyba najszybciej jak do tej pory udało mi się zalecieć do Europy. W sumie dobrze, bo my jeszcze nie mamy miejscówki na samolot do Zurichu, a teraz mamy więcej czasu to załatwić.

Oczywiście nic nie było czynne poza barami, dlatego nasz pierwszy posiłek w Europie to lany Radeberger. Dobrze, że w Europie nie mają chorych przepisów i piwko można się napić o każdej porze dnia i nocy. Ilonka oczywiście dokonała już lokalnych zakupów i kupiła niemiecki Riesling i do niego Schwarzwälder Schinken
Niemcy to jest jednak pijący naród. Na lotnisku są reklamy, że mają bary prawie koło każdej bramki i możesz pić do ostatniego wezwania na pokład. Myśmy jednak tego nie próbowali z oczywistego powodu, nie mieliśmy jeszcze karty pokładowej.
45 minut przed wylotem poszliśmy się dowiedzieć co z naszymi miejscówkami na samolot. Tym razem uśmiechnięta pani powiedziała, że w Airberlinie się nie lata na stojąco i już miała dla nas przygotowane karty pokładowe. Przynajmniej tutaj była jakaś normalna obsługa.
Udało się. Lecimy do Zurichu. Za godzinę wylądujemy w pięknej Szwajcarii. Moi rodzice właśnie tekstowali do nas, że też startują z Frankfurtu i wszyscy planowo mamy wylądować w Zurichu w podobnych godzinach.
Wylądowaliśmy. Yupiiii.....!!!!!

Szwajcaria (4).JPG

Teraz tylko odebrać bagaże i na pociąg do Zermatt, który jedzie 3 godziny z przesiadką w Visp.
Rodzice też wylądowali w tym samym czasie i wszyscy spotkaliśmy się przy odbiorze bagażów. ​

488071191.jpg

I tu oczywiście Airberlin dał dupy po raz kolejny. Moje nartki nie doleciały. Poszliśmy do biura rzeczy znalezionych i po 15 minutach powiedziano nam, że nie wiedzą gdzie są nasze bagaże. Prawdopodobnie ta głupia baba przetrzymała nas do końca na JFK i już nie zdążyli załadować nart. Najgorsze jest to, że w pokrowcu na narty miałem wiele ubrań narciarskich. Obiecali nam, że nam dowiozą narty do Zermatt jak tylko je dostaną. Narty się wypożyczy, gorzej z ubraniem. W sumie mam stary kombinezon, więc będzie okazja na jego wymianę. Mam nadzieję, że Airberlin odda za to wszystko pieniądze, chociaż oni są słynni ze skąpstwa więc niestety za bardzo na to bym nie liczył. Ale oczywiście będę próbował walczyć o swoje...!!!
Szwajcaria ma bardzo dobrze rozwiniętą sieć kolejową. Pociąg do Zermatt odjeżdża z samego lotniska i jeździ co godzinę. O 11:40 załadowaliśmy się do jednego z nich i udaliśmy się na podróż w głąb kraju. Nie są to japońskie pociągi i nie lecą 300 na godzinę, ale 150 osiągały. Później, w bardziej górzystej części kraju pociąg zwalniał z wiadomej przyczyny. Im dalej na południe tym większe górki się robiły i śniegu przybywało. Przesiadkę mieliśmy w miejscowości Visp i trwała 6 minut.
Z Visp pociąg o nazwie lodowcowy express ( glacier express) wspinał się ostro pod górę przez 45 aż do samego Zermatt.

Co za powietrze, każdy z nas stwierdził po wyjściu z pociągu. Ale tu jest pięknie, co za głęboka dolina, jakie potężne góry.... no po prostu raj...!!!
Najbardziej nas zdziwili ludzie którzy w ubranych butach narciarskich i nartami w ręku wsiadali to tego pociągu, który za chwilę wracał w dół doliny.
Nasz hotel, Amaryllis znajduje się na wzniesieniu we wschodniej części miasteczka i jest oddalony 800 metrów od dworca. Jak już pisałem w Zermatt nie ma samochodów, więc mają małe, śmieszne meleksy którymi rozwożą ludzików. Dobrze, że nie ma tutaj samochodów, bo by chyba na tych wolnych uliczkach się nie pomieściły.

Po paru minutach dojechaliśmy do hotelu. Prawie do hotelu, bo ostanie 200 metrów (700 ft) jest stromo do góry po schodach i musieliśmy wszystkie nasze bagaże tam wynosić. Ale fajne miejsce. Mamy mieszkanie na ostatnim, 3 piętrze z którego jest cudowny widok na miasteczko i na Matterhorn.
W hotelu byliśmy tylko parę minut i ruszyliśmy na miasteczko w poszukiwaniu nart i kombinezonu narciarskiego. W tym bagażu co mi zgubili, oprócz nart miałem też trochę ubrania.
Zakupy się udały, narty wypożyczyliśmy, spodnie narciarskie kupiliśmy i jesteśmy gotowi na jutro na białe szaleństwo.
Podoba mi się jak to miasteczko żyje wieczorami. Bar na barze, koło baru narty oparte o ściany, a w środku wielu narciarzy w butach narciarskich usiłujących tańczyć. To się nazywa apres ski.

Szwajcaria (13).JPG

Te imprezy często trwają do późnych godzin nocnych. Jutro pewnie i my tak będziemy się bawić.
W Zermatt prawie nie ma snowboardzistów, widać, że tutaj jest tak jak w Chamonix. Miasteczka w których narciarstwo się rozpoczynało i jest tak głęboko zakorzenione snowboardziści raczej nie mają prawa bytu.
Kupiliśmy trochę wspaniałych szwajcarskich serów i rodzice przywieźli wiele wędzonych wędlin z wędzarni z Brodów (dziękujemy bardzo) i mieliśmy wspaniałą kolacje w naszym mieszkaniu w Zermatt.

611784908.jpg

Przy kolacji zrobiliśmy wiele planów na jutrzejszy dzień. Miejmy nadzieje, że siła i pogoda dopiszą i będziemy mieć pierwszy, wspaniały dzień w szwajcarskich Alpach...

Read More