Traveling - it leaves you speechless, then turns you into a storyteller.

UAE Ilona UAE Ilona

2014.09.27 Zjednoczone Emiraty Arabskie, Abu Dhabi (dzień 1)

Praca w "travel" ma swoje plusy... właściwie to tylko plusy. Pewnego dnia, wykonując swoja codzienną prace dostałam e-maila, oferta tylko dla pracowników... $600 bilet do Abu Dhabi dla dwóch osób....no i jak tu nie skorzystać.....
Tak wiec jesteśmy... uciekając od gorących dni w Nowym Jorku... uciekliśmy... na pustynię.
Z takich okazji korzystamy dosyć często, wiec urlopu już nam niewiele zostało. Jest piątek wieczór, siedzimy na JFK i nie możemy się doczekać tego rewelacyjnego długiego weekendu w Emiratach Arabskich. Ale zanim to nastąpi musimy przeżyć 13h lotu.....życzcie nam powodzenia i mamy nadzieję że to prześpimy....zwłaszcza że poprzednia noc była bardzo krótka bo świętowaliśmy moje urodziny. Niestety samolot jest pełen dzieci ale mamy nadzieje, że niania która jest na pokładzie spełni swoje zadanie. Póki co najbardziej zdziwiła nas bardzo mała ilość arabów a duża ilość hindusów....czy my na pewno lecimy do Abu Dhabi????
Nawet szybko dostaliśmy kolacje. Jedzenie było dość dobre jak na jedzenie w samolocie. Jagnięcina rozpływała się w ustach a ja po raz pierwszy zjadłam coś lokalnego, biryani. Biryani jest to kurczak z ryżem ale cały sekret jest w lokalnych przyprawach. Po kolacji i piwku nawet nie wiedząc kiedy padliśmy oboje... Udało nam się przespać Atlantyk... Yupppiii... widać ze niania się spisała bo żadne dziecko nie zakłócało nam snu. 5 godzin później obudziliśmy się nad Londynem....no to połowa drogi za nami. A wiecie czym na obudzili.... lodami na śniadanie.

613650495.jpg

Po śniadaniu zaczęliśmy oglądać jakieś filmy, ale oczy szybko nam się zamykały. Chyba tabletka jeszcze działa... Po kolejnych pięciu godzinach snu obudziliśmy się nad Baghdadem na kolejny posiłek składający się z ryżu, jarzynowego curry i bakłażana w stylu masala (dało się zjeść). Jeszcze "tylko" mamy dwie godzinki do Abu Dhabi. Aktualny czas w punkcie docelowym jest 5:30 po południu a wylecieliśmy z NY o 11 wieczorem.

UAE189.JPG

Udało się....wylądowaliśmy w kraju gdzie podobno nie można kupić alkoholu...i co zobaczyliśmy jako pierwszą atrakcję turystyczną? Sklep Duty Free gdzie można kupić więcej alkoholu niż normalnie na lotnisku. Nie szaleliśmy....kupiliśmy tylko parę piwek i udaliśmy się do hotelu......często dotarcie do hotelu jest najtrudniejszym elementem podróży. Po naszych przygodach z taksówkami w Rosji tym razem postawiliśmy na komunikację miejską i wzięliśmy autobus.....kosztowało nas to tylko $1 (4AED) - tak to można podróżować. Wysiedliśmy na przystanku który wydawał nam się najbliżej hotelu. Jednak w życiu nic nie jest tak piękne jak na obrazku (czytaj na google maps). Jak się okazało z przystanku do hotelu czekał nas jeszcze spacerek ok. 30 min (3km). Wydawać by się mogło ze to nic wielkiego poza tym ze w tym mieście jest bardzo mało chodników. Większość chodników jest krótka i łączy tylko przystanek autobusowy z parkingiem. Nie dziwimy się że ludzie nie mają ochoty na spacery po mieście jak temperatura jest ok 33-40C cały czas. Na szczęście o 9 wieczór miasto jest dość wymarłe więc daliśmy radę i czasem idąc ulicą, czasem przekraczając rondo na siagę, a czasem pokonując piaski pustyni dotarliśmy szczęśliwie do hotelu. Mieliśmy wielkie plany odwiedzić największy meczet w mieście (robi wrażenie widzieliśmy go jadąc autobusem) ale było już dość późno. Tak wiec stanęło na wizycie w hotelowym barze, zjedzeniu małej kolacji i uaktualnieniu bloga......jutro czeka nas ciężki dzień, dużo atrakcji i mało czasu. Miejmy nadzieję, że uda nam się wcześnie wstać.....no to do jutra!

153886248.jpg
Read More
USA: Northeast Darek USA: Northeast Darek

2014.08.29-09.01 Franconia Notch, White Mountains, NH

Podróżujemy, tego nie da się ukryć od wielu lat. Czasem samotnie, czasem w grupie... najważniejsze, żeby odkrywać nowe miejsca. Byliśmy już na 5 kontynentach, dwa jeszcze czekają na odkrycie. Bloga pisać planowaliśmy od dawna ale, teraz siedząc przy ognisku w hotelu "milion gwiazdkowym" postanowiliśmy go wreszcie zacząć...
Nasz "hotel" znajduje się blisko naszego domu ale jest też blisko naszych serc. Białe Góry w New Hampshire oczarowały nas tak bardzo, że większość długich weekendów spędzamy tutaj.
W Białych Górach byliśmy wiele razy, ale zawsze wybieraliśmy słynny "Presidential Range". Tym razem pod wpływem zdjęcia jakie zobaczyliśmy w sklepie "REI" na dole Manhattanu wybraliśmy nieznany nam zakątek tych pięknych gór, Franconia Notch.
Jak to bywa w długie weekendy, wyjazd z Nowego Jorku trwał godzinami, zwłaszcza, że aktualnie jest US Open. Zajęło nam to dokładnie 4 godziny, pomimo że, wyjechaliśmy w południe. Po dziewięciu godzinach (563 km/350 mile) dotarliśmy na Lafayette kemping.

Planowanie szlaku

Planowanie szlaku

Jest to kemping położony w samym sercu Franconia Notch. Mieliśmy wielkie szczęście że parę tygodni wcześniej udało nam się zrobić rezerwacje. Nie zdążyliśmy wjechać przed zamknięciem, ale miejsce na nas czekało i udało nam się zakończyć dzień przepyszną jagnięciną z grilla której towarzyszyła butelka przepysznego czerwonego wina "2012 Cane & Fable, Cabernet Sauvignon".
Dopiero następnego dnia (sobota) wcześnie rano zobaczyliśmy piękno otaczających nas gór. Widok z kempingu był oczarowujący. Po obfitym śniadaniu wyruszyliśmy na 13 milowy "spacer". Trasa rozpoczynała się prawie z naszego namiotu i przez dwie mile łagodnie wlokła się w dół rzeki. Potem zaczęła się zabawa, czyli prościutko do góry bez rozpieszczania, ponad 2500 feet wspinaliśmy się bez przerwy aby osiągnąć Franconia Ridge (4240 ft.)
W życiu górołazów nie ma łatwo. Nasza trasa szła w lewo, wiec my poszliśmy w prawo.

Album_2014.08_Franconia Notch, NH (6).JPG

Dlaczego? Szczyt Libery (4459 ft.) wyglądał bardzo zachęcająco. Po krótkim odcinku stanęliśmy na szczycie. Widoki z niego zapierał dech w piersiach.

Białe Góry, Szczyt Liberty 1359 m n.p.m (4459 ft)

Białe Góry, Szczyt Liberty 1359 m n.p.m (4459 ft)

Ze szczytu było widać jak na dłoni trasę którą chcieliśmy pokonać. Wyglądała zachęcająco dlatego, że nie była łatwa. Czekały nas jeszcze trzy szyty i parę dolinek pomiędzy nimi. Tak więc po wypiciu na szczycie piwka szybko wzięliśmy się do roboty i wróciliśmy na szlak aby zaatakować kolejny szczyt, Little Haystack (4760 ft). Little Haystack w tłumaczeniu oznacza "małą kupę siana". Pogoda była fantastyczna, tak jak i energia w naszych nogach, więc szybko uporaliśmy się z tą kupą siana.
Na Haystack spotkaliśmy rangera który dowiedziawszy się o naszych dalszych planach wspinaczki odradzał nam kontynuacje, argumentując, że nie zdążymy przed zachodem słońca wrócić na kemping. My się jednak łatwo nie poddajemy i nie straszne nam wracanie z hików po nocy. Droga z little Haystack na górę Lafayette ciągnęła się w nieskończoność.

Album_2014.08_Franconia Notch, NH (23).JPG

Trasa bowiem przechodzi przez szczyt Lincoln (5089 ft) jak i szczyt bez nazwy (5020 ft) i inne wzniesienia. Ciągłe wzniesienia i doliny jak i otwarta przestrzeń sprawiały, że trasa była przepiękna. Szła granią, ponad lasami, a widoki sprawiały, że nie zwracaliśmy uwagi na dodatkowe utrudnienia. Szczyt Lafayette (5260 ft) zdobyliśmy wcześniej niż ranger nam mówił, wiec udało nam się zrobić małą przerwę na piwo, zanim ruszyliśmy w drogę powrotną na dól.

Album_2014.08_Franconia Notch, NH (10).JPG

Godzinę od szczytu znajduje się schronisko Greenleaf Hut (4200 ft) w której każdy turysta jest witany jak u siebie w domu. W chatce ucięliśmy sobie krótką przerwę. Było przyjemni i już bez mocnego wiatru który był na szczycie.
W drodze na dól Ilonka dostała z niewiadomego źródła przypływ energii i wyprzedzając wszystkich zbiegliśmy prosto na nasz kemping. Dwie godziny wczesnej niż ranger mówił.
A potem było jak zawsze..... ognisko, kolacja, drinek, drinek, drinek i do spania...

Podsumowanie dnia: 13 mil, różnica wzniesień 5000 ft.

Kolejnego dnia (niedziela) troszkę dłużej pospaliśmy, do 7:45. Po wyjściu z namiotu, sprawdzeniu pogody (pochmurno z możliwymi burzami) i śniadaniu z grilla wyruszyliśmy na kolejny szlak. Też zaczynał się na naszym podwórku (czytaj. przy namiocie) ale był troszkę krótszy od poprzedniego, bo dalej czuliśmy kolana po wcześniejszym zbieganiu ze szczytu Lafayette. W drogę wyruszyliśmy późno bo dopiero o 10 rano.

Album_2014.08_Franconia Notch, NH (86).JPG

Po pól godzinnym marszu w górę rzeki, oczywiście pogoda się sprawdziła i deszczyk zaczął mżyć a potem po prostu padać, Po kolejnej pól godzinie dotarliśmy do stóp góry Cannon (4100 ft). Na górę można wyjechać kolejką linową albo iść 2.3 mile szlakiem i wspiąć się 2100 ft. Na szczyt szliśmy dwie godziny. Trasa oczywiście była stroma i śliska od deszczu.

Album_2014.08_Franconia Notch, NH (94).JPG

Powyżej 3400 ft zaczęły się chmury, które nam już towarzyszyły do szczytu.

Album_2014.08_Franconia Notch, NH (103).JPG

Tak jak wspomniałem na góre można wyjechać kolejką wiec jest tam małe schronisko gdzie na szczęście mają parę lanych piwek. Sierra Nevada nas ochłodziła. Potem mieliśmy plan zatrzymać się 1400 ft niżej w schronisku (Lonsome Lake Hut, 2760 ft) i zjeść ciepłą zupę. Jednak plany się zmieniły po drodze.
Zejście było okropnie ciężkie, BARDZO strome. Dobrze, że było dużo drzew to można się było trzymać korzeni. Czasami było prawie pionowo, i to oczywiście w deszczu = ślisko.....!!!

Album_2014.08_Franconia Notch, NH (107).JPG

Po około dwóch godzinach dotarliśmy nad jezioro gdzie jest schronisko, ale trzeba było przejść jeszcze 0.3 mili w jedną stronę. Była już taka ulewa że postanowiliśmy zrezygnować z zupy i "lecieć" w dół na camping (kolejne 1000 ft w dół) gdzie już mieliśmy rozłożoną plandekę przeciwdeszczową i gdzie Ilonka obiecała robić pyszną gorącą herbatę z prądem o smaku wiśniowym (Captain Morgan).

Album_2014.08_Franconia Notch, NH (114).JPG

I tak też się stało. Siedzieliśmy sobie na naszym polu (#46), popijaliśmy herbatkę, Ilonka karmiła chipmunki (już jej nawet na stół wychodziły)

Album_2014.08_Franconia Notch, NH (122).JPG

a ja odpalałem grilla na hamburgery

Album_2014.08_Franconia Notch, NH (116).JPG

a potem mieliśmy wielki plan...... rozpalić ognisko.... dobrze ze trochę drzewa mieliśmy suchego.
Plan wypalił, ognisko też. Posiedzieliśmy przy ognisko dobrych parę godzin....

Podsumowanie dnia: 8 mil, różnica wzniesień 2500 ft.

Poniedziałek, ostatni dzień - niestety już powrót i do pokonania kolejne 350 mil. Pogoda zrobiła się piękna, cieplutko, słonecznie, bez wiatru. Szkoda było marnować tak pięknego dnia więc postanowiliśmy jeszcze coś pozwiedzać. Pojechaliśmy do "The Flume". Bardzo ładny, dwu milowy spacer przez kanion wśród szumiącego górskiego potoku.

Album_2014.08_Franconia Notch, NH (123).JPG

Potem jeszcze odwiedziliśmy naturalny monument "Old man of the Mountain", który niestety w 2003 spadł, ale dalej jego duch jest w NH.

Album_2014.08_Franconia Notch, NH (135).JPG

Wracając dostaliśmy serwisy na telefony i tu fantastyczna wiadomość!!!!!!! Wygraliśmy wejście na "the Wave". Tak więc w grudniu uderzamy do Arizony i Utah aby poskakać po lokalnych kanionach.

Read More